Blog > Komentarze do wpisu

O automatach

Prezydent podpisał dwie bardzo złe ustawy - hazardową i kastracyjną. Pierwsza, jak przystało na jej autorkę, partię "liberalną", ogranicza ludzką swobodę i podnosi podatki (a więc pozbawia wolności w dwójnasób). To jednak niewiele przy tej drugiej, ingerującej w fizjologię człowieka, jego naturalne popędy. Niezauważalnie zbliża nas ona do praktyk Niemców z czasu II wojny światowej, którzy przeprowadzali masowe sterylizacje. Wydawałoby się, że podobne pomysły nie powinny zbyt szybko powrócić w nowoczesnych demokracjach.  Tymczasem sen Tuska o pozbyciu się pedofilów, dyktowany mu przez sondażowe słupki, to realizowanie się makabrycznych wizji Witkacego i Burgessa (Mechaniczna pomarańcza), w których ludzie stają się czymś na wzór robotów. W Japonii komputery szantażują i tresują pracowników, wymuszając na nich szerokie uśmiechy, albo odmawiając współpracy. My będziemy kastrowani. Na razie "tylko" farmakologicznie, ale pewna cholernie istotna granica została już przekroczona. Dlatego pierdolę rząd i politykę Tuska o wiele bardziej niż dotychczas.

 

 

piątek, 27 listopada 2009, klopin
Komentarze
2009/11/27 17:10:25
Te obie ustawy to dowód że nie potrafią znaleźć rozwiązania na problemy i idą na skróty. Jak nie można znaleźć rozwiązania to zabronić :)

Trochę to smutne, ale cóż... na dobre rozwiązania chyba mamy za głupich polityków

Pozdrawiam.
-
2009/11/27 19:24:12
A nie jest tak, że te ustawy odpowiadają woli społeczeństwa? Wg sondaży chyba tak. To jest dopiero smutne.

Z kolei wagę problemu hazardu, jeśli mówimy o rozwiązaniach, w pewnym sensie zmniejszyłoby... obniżenie podatków. Bo ludzie przegrywaliby mniej pieniędzy.

Pozdro.
-
2009/11/27 23:42:01
Tak mi się pomyślało: pierdol, póki jeszcze masz czym. Nie, nie. O pedofilię Cię nie podejrzewam:) Po prostu skoro już rozpoczęło się od pedofilów, to może następni w kolejce są pederaści, później - ja wiem? - ludzie wypadający w teście Wechslera poniżej przeciętnej (no bo przecież chcemy mieć mundre społeczeństwo, jawohl?)... Dalej się nie łapiesz?;) Nie bój nic, zarządzi się kastrację losowo wybranych mężczyzn w wieku rozrodczym (tak co piątego, czy może co czwartego nawet). W końcu więcej dzieci = (potencjalnie) więcej przestępców, bezrobotnych, narkomanów, wywrotowców, antyeuropejczyków, heh, kiboli... Ile to problemów da się załatwić jednym prostym zastrzykiem...!

A teraz poważniej, choć nie wiem, czy mniej wulgarnie:

Hazardzistą nie jestem i chyba nigdy nim nie byłem. Zasób moich uzależnień jest i tak dość pokaźny, więc pakowanie się w kolejną nałogogenną działalność raczej nie byłoby dobrym pomysłem:) A poza tym - i przede wszystkim chyba - posiadanie dwójki dzieci (zdążyłem, zdążyłem!) i pokonywanie tysięcy kilometrów miesięcznie po naszych upiornych drogach, a także cała reszta mojej codziennej egzystencji zapewnia mi takie dawki adrenaliny, że zamiast kasyna i zakładów bardziej potrzebna mi gitara, butla uczciwego wina, a czasem i zwitek zakazanego zielska. Niemniej jednak, ograniczenie wolności człowieka w zakresie, w którym jeżeli w ogóle może szkodzić, to wyłącznie sobie, uważam za praktykę ewidentnie totalitarną. Zastanawiam się, gdzie są i jak się teraz czują ci wszyscy, którzy fikali z radości na wieść o wyborczym triumfie Platformy i szermowali hasłami o tym, że dzielny Donek i kamraci nas uwolnią. No to, kurwa, uwolnili...
Uwolnili nas, wyzwolili od kolejnego wroga. Nie wiem, nie jestem politologiem, ani nawet wprawnym politykierem. Zdaję sobie sprawę, że większość moich wypowiedzi w tej dziedzinie trąci chłopko-roztropkowatością. Ale właśnie takim swoim chłopskim rozumkiem dostrzegam, że każdy rząd III RP (i IV też), bez względu na "kierunkowe" łatki, jakie sobie przyszywał, działał wg. tego samego schematu - PRL był OK, trzeba nim tylko dobrze zarządzać. Zmieniają się warunki życia, zmienił się wielki brat, któremu bijemy pokłony, ale zasada pozostaje ta sama: taki totalitaryzm w wersji soft. Znajdź ciemnemu ludowi wroga. Bo lud lubi mieć wroga. Nieistotne, czy wróg zwie się imperialista/syjonista/wywrotowiec/liberał/wykształciuch/jakkolwiek inaczej, niepotrzebne skreślić. Ważne, że można go namierzyć i zlikwidować. A o ważniejszych sprawach pomyśleć w święte nigdy.

Uff, ale mnie poniosło:)
-
2009/11/28 02:56:03
Ja grywałem w to i owo. Już kiedyś po szkole lataliśmy obstawiać mecze. We wtorki, jak była Liga Mistrzów, i w każdy piątek. Trzeba było trochę kombinować, bo nie mieliśmy 18-tki, więc jako żywo byliśmy tymi biednymi, młodymi ludźmi uwikłanymi w hazard, ofiarami. Tylko że jakoś, cholera, nie zrujnowało nam to życia. Czasem się coś wygrało, zazwyczaj przegrywało, a w końcu się znudziło. Potem zdarzało mi się grać w internecie (trafiony Klose król mundialu:), też w pokera. Parę miesięcy temu w kilka dni przegrałem w pokera 7 (siedem!) stówek, do których doszedłem po trafieniu del Potro - ale de facto straciłem nieporównywalnie mniej, tyle, co nic. Żyję, nie przehandlowałem wszystkiego oprócz komputera, jestem (w miarę) normalny i nie gram, bo szkoda mi czasu i pieniędzy. A piszę o tym dlatego, że nie wydaje mi się, abym był odosobnionym przypadkiem. Podobna sekwencja to raczej norma.

Jeśli zakazywać hazardu i kastrować, to otwiera się furtka do zakazywania czegokolwiek, co zostanie uznane za niepożądane. Bicz na alkoholików i palaczy (którzy razem z kierowcami utrzymują to państwo) oraz narkomanów w postaci państwowej służby zdrowia nie ma tu racji bytu. Można więc mnożyć dziedziny, w których nie widać sensownych powodów, aby państwo czegoś nie narzucało. Łatwo doprowadzić rzecz do absurdu, np. tak: jeśli człowiek zarywa noce, to do pracy chodzi niewyspany i pkb rośnie wolniej, a poza tym mogą go wyrzucić, i wtedy życie mu się zawali. Dla dobra jego i państwa należałoby zatem, pod przymusem, aplikować mu takie środki, żeby chodził spać punktualnie o 22-iej i wstawał o 6-tej. Albo, wracając do hazardzistów: dlaczego nie obrzydzać im hazardu tak, jak Alexowi obrzydzano przemoc w "Mechanicznej pomarańczy"? Istnieje jakiś sensowny powód?

Na politykę, tak mi się wydaje, warto patrzeć z jakiegoś dystansu i brać sprawy na chłopski rozum. Inaczej człowiek tak się w to wszystko uwikła, że przestanie cokolwiek rozumieć. Oczywiście nie każdy, są tacy, którzy siedząc w temacie po uszy dają sobie radę. Jednak to narzucanie narracji, te zagrywki pijarowe, przykrywanie istotnej sprawy kompletnie błahą, ale nośną, niezliczone konferencje, wywiady, nawzajem sobie przeczące publicystyczne analizy - to wszystko może zdrowo namieszać w głowie i uniemożliwić sensowny odbiór.

Pozdro
-
2009/11/28 12:18:27
@ Klopin:

Ale ja absolutnie nie utrzymuję, że każdy, kto w coś tam zagra, musi skończyć goły i niekoniecznie wesoły. Wręcz przeciwnie, sam kiedyś też w coś tam pogrywałem. W obstawianiu meczów to zawsze byłem cienki, bo zamiast rozsądnie pomyśleć, działałem emocjami i chyba nigdy nic nie wygrałem:) ale już w różnych grach karcianych raczej dawałem radę. Przy czym zawsze traktowałem to na zasadzie zabawy. Stawki były raczej nominalne. Grałem wyłącznie ze znajomymi, a pieniądze, które wygrywałem (albo przegrywałem, tak też przecież bywało) szły potem na wódkę, którą razem rozpijaliśmy. Dałem sobie spokój, gdy wyszło na to, że większości tych "karcianych" znajomych takie granie nie wystarcza. Część się później opamiętała. Część niestety nie.

Co do zakazywania coraz to nowych rzeczy, ten właśnie mechanizm miałem na myśli pisząc pewnie nieco zbyt emocjonalny fragment o kastrowaniu. Tu się zaczyna kłaniać Orwell. Tak żeby nie pchać tej sprawy na coraz to nowe, faktycznie absurdalne tereny, zastanawiam się, kiedy za zakazywaniem pójdzie nakazywanie. Czy skoro już można kastrować pedofilów, to którymś z następnych kroków będzie obligatoryjne badanie chłopców w wieku dojrzewania, gdzie jakiś gorliwy państwowy urzędas zadecyduje, czy dany osobnik nie posiada predyspozycji pedofilskich i czy z przypadku nie powinien iść pod chemiczny nóż?
-
2009/11/28 12:34:19
Ale ja absolutnie nie polemizowałem. :) Zgadzam się z grubsza z każdym zdaniem.
-
2009/11/28 12:35:54
A. I jeszcze: brać sprawy na chłopski rozum. Inaczej człowiek tak się w to wszystko uwikła, że przestanie cokolwiek rozumieć.

Wiesz co? Ja się kiedyś w to wszystko na poważnie angażowałem. Znaczy nigdy nie byłem członkiem żadnego ugrupowania politycznego. Chyba, żeby uznać za takie ZNP. Ale tam raczej byłem w opozycji do głównego nurtu związku, a poza tym moje członkostwo automatycznie wygasło. Ale jak najbardziej chadzałem na różne pikiety, zbierałem podpisy pod projektami, agitowałem za tym, czy za tamtym, prowadziłem zażarte dysputy z reprezentantami czasem skrajnie odmiennych opcji (gęba mi się wyszczerzyła, gdy Bartoszcze zalinkował ostatnio jakąś wypowiedź Grzesia Sielatyckiego, ultraprawicowego radnego Gdańska. Przecież to mój znajomy z akademika, prywatnie zresztą zupełnie przyjemny facet:) I, kurczę, im wyżej w tych dysputach docierałem, tzn. im wyżej w przeróżnych strukturach postawieni byli moi dysputanci, tym bardziej dostawałem obuchem w czerep. to narzucanie narracji, te zagrywki pijarowe, przykrywanie istotnej sprawy kompletnie błahą, ale nośną, niezliczone konferencje, wywiady, nawzajem sobie przeczące publicystyczne analizy Otóż to. Skończyło się tym, że dziś prezentuję poglądy nastoletniego punka. I wcale mi z tym ok.
-
2009/11/30 00:27:45
@ac10
Z tym dobieraniem wg nowych kryteriów to przysparzanie sobie roboty. A wystarczy za Francem Fiszerem: nie będzie w Bolandzie dobrze, póki się nie wykastruje 100 tysięcy pedofilów. A jak nie wystarczy pedofilów, to się dobierze z pozostałych.
A tego Sielatyckiego to kiedy właściwie linkowałem, bo teraz nie jarzę?:)
Swoją drogą, znam paru ludzi, którzy noce spędzają na netowym pokerze, i podobno całkiem nieźle dorabiają goląc Hamerykanów:)
-
2009/11/30 00:50:57
@ Bartoszcze:

Chodziło o ten link, podany przez Ciebie w tym wpisie:)
-
2009/11/30 10:03:31
@ac10
Teraz już wiem, czemu nie zajarzyłem nazwiska:)
-
2009/11/30 11:00:14
www.pokertoniehazard.pl
Dokładnie nie sprawdzałem, ale Filipek Gieleciński raczej nie ma z tym nic wspólnego, Walter tym bardziej;)
Web Counters