Blog > Komentarze do wpisu

Rozmyślania implikowane równomiernymi nierównościami terenu, z nutką autotematyzmu w tle

Blog na jakiś czas zaniemógł, czego winnym jest oczywiście tylko i wyłącznie prowadzący go bloger. Wyrzutów sumienia ów bloger jednak nie ma, bo blog istnieje już blisko rok, a to i tak, biorąc pod uwagę jego znikomą rację bytu, całkiem dużo. Przedwczesne zbudzenie z zimowego snu to zasługa jednego z komentatorów, którego niniejszym serdecznie pozdrawiam.

Głupio mi na tym zakończyć, więc może coś o olimpiadzie. Oglądałem kilka dni temu dość dziwaczną konkurencję - jazdę po muldach. Z górki zjeżdzały kobiety, żwawo i rytmicznie uginając kolana, tudzież dwukrotnie w trakcie jednego przejazdu wylatując powietrze. Patrzyło się to całkiem przyjemnie, choć poszczególne występy bywają do siebie bardzo podobne: na pierwszej hopce obrót o 360°, na drugiej salto do tyłu - tego schematu trzymają się niemal wszystkie zawodniczki.

I trudno im się dziwić. Gdy jednej, bodaj Amerykance, zachciało się obrócić w powietrzu dwa razy (720°), to wylądowała na pupie. Można by rzec - nic wielkiego, zdarza się, tyle tylko, że tutaj ryzyko... kompletnie się nie opłaca. Wcześniej startowała Kanadyjka Chloé Dufour-Lapointe, wzbudzając swoim występem podziw komentatora (i mój), oraz, oczywiście, entuzjazm na trybunach. Na pierwszym kickerze (czyli jednej z tych dwóch skoczni), zamiast banalnej 360-tki, którą przeciętny narciarz wykona po kilku dniach treningu, zaprezentowała efektownie wyglądającą śrubę, okręcając się kilka razy w powietrzu (wybaczcie, że nie podam fachowej nazwy). Drugi skok to już standardowe salto, lecz również perfekcyjnie wykonane. W oczach laika wrażenia artystyczne tych powietrznych akrobacji zdecydowanie najwyższe spośród całej stawki.

Na wysokie miejsce nijak się to jednak nie przełożyło - w każdym razie tak wysokie, na jakim chciałbym Chloé widzieć - bo sposób punktowania w tej dyscyplinie to istny kretynizm. Kanadyjka za wykonanie trudniejszego skoku niż cała reszta nie została przez sędziów odpowiednio wynagrodzona - ale powiedzmy, że to szczegół. Na zdrowy rozum, skoro już dodano te skoki, żeby dyscyplinę uatrakcyjnić, to oprócz nich powinien liczyć się czas przejazdu, w jakiejś sensownej proporcji. Tu jednak, oprócz czasu, który po przeliczeniu na punkty stanowi ok. 25% całościowej oceny, liczy się... technika pokonywania muld. I stanowi 50% oceny. Sensu w tym tyle, ile miałoby dawanie punktów za styl alpejczykom, albo baczniejsze przyglądanie się telemarkom skoczków, niż osiąganym przez nich odległościom (oczywiście i tutaj, analogicznie do skoków, za szybszy przejazd dostaje się zazwyczaj więcej punktów od sędziów).

Na tym jednak nie koniec. Jazdę punktuje pięciu sędziów i dwie skrajne noty odpadają, natomiast akrobacje ocenia... dwóch sędziów i z ich ocen wyciąga się średnią. Oczywiste, do jakich sytuacji może przez to dochodzić, niemniej szkoda, że rzeczywiście do nich dochodzi, i to na olimpiadzie - sędziowie zwyczajnie, po chamsku, faworyzują swoich. Jeden (jedna?) był z Japonii, drugi z Rosji, toteż różnica między ich ocenami, zazwyczaj żadna lub prawie żadna, dramatycznie rosła przy występach zawodniczek z tych krajów. Nie zdziwiłbym się, gdyby w takim razie zaniżono noty Kanadyjce, skoro walczyła o lokatę z Rosjanką i Japonką. Ostatecznie przedzieliła je, zajmując piąte miejsce, głównie temu, że kilka dziewczyn zaliczyło, jak to się mówi, glebę. Wyprzedziła ją Japonka, co wydaje się grubą niesprawiedliwością, ale niechby nawet założyć, że u Chloé dało się wychwycić jakieś poważniejsze niedociągnięcia techniczne, których moje dyletanckie oko (a również i komentatora) nie wypatrzyło. Tak czy owak, wstyd, że na olimpiadzie można robić tego rodzaju numery - wystarczyłoby przecież dać jednego sędziego więcej.

W ogóle mam wrażenie, że w sporcie jakby coraz mniej sportu. Od futbolu odrzucają kuriozalne pomyłki sędziowskie i piłkarze, którzy najwyraźniej minęli się z aktorskim powołaniem (czy to już czas, żeby przerzucić się na rugby?...). W boksie walki coraz częściej kończą się na punkty, więc wygrywa ten, którego promotor ma dłuższe łapska i więcej sprytu. W siatkówce, och jakże pięknym sporcie, wybraną drużynę pakuje się od razu do final four najważniejszych klubowych rozgrywek. Pływacy coraz więcej czasu spędzają w namiotach z tlenem albo na wybieraniu kostiumów, tak jakby nie mogli uszanować rekordzistów sprzed lat i ścigać się z nimi w samych slipkach. Technikalia w wielu sportach nabrały ogromnej wagi, a przecież to dopiero początek, tylko patrzeć, jak zacznie się genetyczna grzebanina, by podrasować możliwości przyszłych sportowców - już nie ma co stawiać pytania "czy", ale "jak szybko" i "kto pierwszy" (Chiny?). Do tego nowe dyscypliny olimpijskie, dobierane według bliżej niezidentyfikowanego klucza i obniżające nie tylko rangę krążków oraz klasyfikacji medalowych, ale i całej imprezy. Wydaje mi się, że na olimpiadzie nie powinno być miejsca nie tylko na dziwactwa w rodzaju pływania synchronicznego, softballu i skeletonu, ale i na wszelkie dyscypliny wywodzące się z szeroko pojmowanego freestyle'u - tego, co rozwija się gdzieś na uboczu głównego nurtu - bo tam powinno iść głównie o frajdę, a nie o medale i pieniądze. A więc żadnych BMX-ów na letnich igrzyskach, a na zimowych - skończmy z narciarstwem dowolnym (zwłaszcza tak nieudolnie puntkowanym), jakkolwiek atrakcyjne i efektowne by nie było. Sport to jednak powinna być przede wszystkim zdrowa rywalizacja przynosząca wymierne rezultaty - kto dalej, wyżej, szybciej, więcej, albo kto komu obije ryj - a nie wrażenia artystyczne. Tymi zajmuje się sztuka.

PS. Dołożyłem nową zakładkę. Wprawdzie więcej tam wrażeń artystycznych niż sportu, ale kto nie był, tego zachęcam: http://escefau.blox.pl/html :)

PPS. Tytuł wbrew pozorom całkiem skromny. Powiedzmy, że na cześć Emila Zegadłowicza,  któremu dorównać nawet nie próbuję, a który tak nazwał jedno swoje dziełko: U dnia, którego nie znam, stoję bram. Poema symfoniczne wysnute z misterii snów nadrannych, noc pierzchliwą doganiających, dzień zdmuchujący gwiazdy witających spod szczelin wpół przymkniętych powiek. Spisał srebrną dłonią księżniczki Astralu Inki Todwen Rald Moor na liściu klonu opadłego do jej stóp w alei parku strzeżonego przez Sfinx uskrzydloną.

sobota, 20 lutego 2010, klopin
Komentarze
2010/02/20 17:00:36
Sportu jest tam mniej więcej tyle ile w moim życiu - wystarczająco dużo, by reszta była ciekawa:)
-
2010/02/21 00:33:35
Poczułem się wywołany do tablicy:)

Po kolei: co do muldowania - na olimpiadzie nie powinno być miejsca (...) na wszelkie dyscypliny wywodzące się z szeroko pojmowanego freestyle'u Mhmmm. Wg. mnie freestyle jest tak potrzebny Olimpiadzie, jak śmietana wódce. Ani jednej, ani drugiej nie służy, a ich połączenie jest mocno wymiotopędne.

W ogóle mam wrażenie, że w sporcie jakby coraz mniej sportu.
Nie no, weź, chyba jakiś paniedzieizm Ci się włączył:) W piłce od zawsze istnieją przekupieni/pomyleni sędziowie i piłkarze zmagający się na boisku z jakąś niewidzialną siłą. W boksie, wydaje mi się, impas dotyczy tylko ciężkowców. Na siatkówce niezbyt się rozumiem, na pływaniu tak samo (jeden z niewielu sportów, który zdecydowanie wolę uprawiać, niż oglądać), a co do technoludzi - grzebanie w genach wydaje mi się jedynie kolejnym etapem wciąż postępującego procesu. Zobacz, x lat temu sportowiec był po prostu zwykłym łebkiem, który jedynie miał taki zawód (a jeszcze wcześniej - hobby), że ganiał za piłką, krążkiem, biegał w kółko po bieżni, czy co tam jeszcze. Dziś? Ścisła kontrola treningu, diety i w ogóle wszystkiego 365 dni w roku, specjalne odżywki, suplementy etc. Do tego super ciuchy, super buty, super piłki, super narty i, cholera wie, może nawet super lakier do paznokci. Co logiczne, za chwilę będą super nogi, super ręce, super oczy itede. I pozostaje tylko pytanie kiedy ludzie przestaną tak podrasowane zmagania traktować jak sport, a spojrzą na nie jak na filmy z Jackiem Chanem - no, śmieszne i w ogóle. Ciekawe, czy mój komputer też by tak umiał?

czy to już czas, żeby przerzucić się na rugby?

Kiedyś nawet prawie mi się udało. Bodaj w 2004 na pewno obejrzałem na żywo więcej spotkań rugbowych, niż futbolowych. Ba, nie prowadzę żadnych statystyk, ale wydaje mi się, że nożna przegrała wtedy nawet z hokejem. Ale potem wyniosłem się z miejsca, gdzie w rugby się gra i na rugby się chodzi. I szlag trafił cały pomysł.

Sport to jednak powinna być przede wszystkim zdrowa rywalizacja przynosząca wymierne rezultaty - kto dalej, wyżej, szybciej, więcej, albo kto komu obije ryj

Racja, ale powiedz to wszystkim wiwatującym po Małyszowym srebrze;)
-
2010/02/21 02:03:43
@Albiceleste10
Nie no, weź, chyba jakiś paniedzieizm Ci się włączył:) W piłce od zawsze istnieją przekupieni/pomyleni sędziowie i piłkarze zmagający się na boisku z jakąś niewidzialną siłą.

Ale w sumie z Twojej wypowiedzi wynika, że zgadzasz się, że z tym sportem coraz bardziej coś nie tak. :) Jeśli idzie o futbol, naprawdę nie wydaje Ci się, że coraz więcej w nim teatru? I żeby to było tylko koziołkowanie w polu karnym - nie wiem, czy bardziej denerwujące nie jest to babskie darcie się wniebogłosy, znoszenie gościa na noszach i wpuszczanie po 15 sekundach z powrotem. Zawsze tak było, zawsze w takich ilościach? Jasne, żeby coś orzec, trzeba by mieć badania, sprawdzające, ile karnych w danych latach było dyktowanych po symulkach. O takich badaniach na razie nie słyszałem, ale z własnej obserwacji wrażenia mam takie, że gdzieś od przełomu wieków zjawisko zaczęło zdecydowanie narastać. Z kolei sędziowie, owszem, zawsze się mylili, ale gdy technika wdziera się do sportu w niemal każdym punkcie, wypadałoby ją spożytkować na tym polu. Wg mnie korzyści byłoby znacznie więcej niż szkód.

Ja na rugby kompletnie się nie znam, czasem tylko obejrzę coś z Pucharu Sześciu Narodów, ale mocno mi ten sport imponuje.

Racja, ale powiedz to wszystkim wiwatującym po Małyszowym srebrze;)

Ejże, ja też wiwatuję! Brawo Adam!!! :-))) A skoki to jednak dyscyplina "kto dalej", co zauważysz prześledziwszy np. wyniki dzisiejszego konkursu. :)
-
2010/02/21 02:46:47
@ Klopin:

Ale w sumie z Twojej wypowiedzi wynika, że zgadzasz się, że z tym sportem coraz bardziej coś nie tak

Nie do końca. Tzn. ja w ogóle nie potrafię spojrzeć na odczłowieczenie wyczynowego sportu w kategoriach tak/nie tak. W końcu miliardy ludzi (a wśród nich często ja sam) to oglądają, prawda? Odpowiedź na pytanie z Jackie Chanem w roli głównej może brzmieć "nigdy". Może po prostu gdy Chińczycy wyprodukują jakiegoś cyborga biegającego setkę w siedem sekund, globalnie będziemy klaskać?
Nawiasem mówiąc, jedyne, co wg. mnie może powstrzymać ten proces, to jakiś telewizyjny krach, coś, co spowoduje zatrzymanie tego transmisyjno-reklamowego perpetuum mobile. Na przykład łatwa - i tania! - dostępność przekazu internetowego w jakości nie gorszej, niż telewizyjny. Paradoksalnie w taki właśnie sposób jedna technologia może unicestwić inną.

Jeśli idzie o futbol, (...)Zawsze tak było, zawsze w takich ilościach?

Chyba tak. Osobiście największego futbolowego niesmaku doznałem podczas MŚ2002. Naprawdę miałem wtedy szczery zamiar porzucić oglądanie piłki w jakimkolwiek bądź wydaniu. Na szczęście (?) oglądałem część meczów tamtego Mundialu w towarzystwie jednego ze swych ówczesnych wykładowców. Facet, wtedy ciut po sześćdziesiątce, utrzymywał, że odkąd on pamięta, to takie wałki były na porządku dziennym. Po prostu telewizji było mniej (albo wcale) i powody wałków były trochę inne. I przekonywał mnie, abym albo rzecz zaakceptował taką, jaka jest, albo faktycznie dał sobie spokój, bo nerwów szkoda.
Jasne, "teatralne" kontuzje i zjazdy na noszach z boiska zakończone powrotami po okamgnieniu to względna nowość. Ale chyba jedynie dlatego, że kiedyś w ogóle podejście do fauli było deko inne i nawet zupełnie serio kontuzjowany zawodnik nie miał co liczyć na szybką pomoc. Natomiast generalnie to honor i uczciwość na piłkarskich boiskach podobno stanowiły obiegową walutę jakoś w międzywojniu. "Podobno", bo to przecież czasy tak odległe, że nawet w/w profesor R. nie był do końca przekonany, że naprawdę tak było:)

gdy technika wdziera się do sportu w niemal każdym punkcie, wypadałoby ją spożytkować na tym polu.

Nie chce mi się znowu plątać w dyskusję o wideo. Napiszę tylko, że główny powód mojego sprzeciwu jest taki: nie uważam, aby sędziowskie pomyłki wynikały w większości z niedopatrzeń, bądź - w to już zupełnie nie wierzę - niedoskonałości oczu i refleksu arbitrów. Jestem przekonany, że gros z nich to efekt złej woli - przekupstwa, ciepłego słówka od kogoś-tam (co w zasadzie wychodzi na to samo), chęci medialnego zaistnienia, etc., etc. Technikę, w razie czego, też będzie kontrolował człowiek. I jego zła wola razem z nim.

skoki to jednak dyscyplina "kto dalej", co zauważysz prześledziwszy np. wyniki dzisiejszego konkursu.

Nawet, jeśli dzisiaj akurat się udało, to i tak nie jestem w stanie uznać za prawdziwy sport dyscypliny, w której istnieje możliwość, że z dwójki zawodników wygra ten, który poleciał bliżej, ale za to bardziej przypadł do gustu arbitrom:)
-
2010/02/24 19:17:33
@Albiceleste

Nie do końca.[...]
No tak, może globalnie będziemy klaskać, natomiast ja indywidualnie nie zamierzam kibicować cyborgom, choćby to byli "nasi" cybordzy. Jeśli idzie o internet, Europa zdaje się wybierać wariant chiński, i śmiem przypuszczać, że przy rosnącej kontroli sieci poradzi sobie z problemem "nielegalnych" transmisji.

Chyba tak.[...]
Tutaj się zgadzamy, tak tylko dla porządku: gdy pytałem czy zawsze tak było, chodziło mi o teatr, nie o sędziowanie.

główny powód mojego sprzeciwu jest taki: nie uważam, aby sędziowskie pomyłki wynikały w większości z niedopatrzeń, bądź - w to już zupełnie nie wierzę - niedoskonałości oczu i refleksu arbitrów. Jestem przekonany, że gros z nich to efekt złej woli - przekupstwa, ciepłego słówka od kogoś-tam (co w zasadzie wychodzi na to samo), chęci medialnego zaistnienia, etc., etc.

To ja mam lepsze zdanie nt. moralności sędziów, gorsze nt. ich wzrokowej percepcji i inteligencji. A tak poza tym wideo sprawiłoby, że sędziów słabszych/nieuczciwych łatwiej byłoby wyłapywać i odsuwać od prowadzenia poważnych meczów (zakładając, że FIFA i UEFA są do tego zdeterminowane). Gdyby w takim meczu Francji z Irlandią sędzia, mając możliwość skorzystania z zapisu wideo, nie zrobił tego, powinno to oznaczać dla niego koniec kariery sędziowskiej na międzynarodowym poziomie.

Nawet, jeśli dzisiaj akurat się udało, to i tak nie jestem w stanie uznać za prawdziwy sport dyscypliny, w której istnieje możliwość, że z dwójki zawodników wygra ten, który poleciał bliżej, ale za to bardziej przypadł do gustu arbitrom:)

Ja Ciebie dobrze rozumiem. :) Mnie jednak skoki bardzo nie rażą, bo odkąd karierę zakończył Dieter Thoma, noty rzadko wpływają na wyniki w stopniu znacznym. Wkurzające są te momenty, kiedy ktoś poleci za daleko, żeby wylądować telemarkiem. Może i lepiej by było bez sędziów (należałoby się zastanowić, na ile sport straciłby na estetyce i czy przełożyłoby się to na jego atrakcję i oglądalność), ale ogólnie nie jest to dla mnie aż tak duży problem, który dyskredytowałby skoki jako sport.
-
2010/02/28 11:27:32
@ Klopin:

W kwestii cyborgów i wykorzystania cybertransmisji, pożywiom, uwid'im.

To ja mam lepsze zdanie nt. moralności sędziów, gorsze nt. ich wzrokowej percepcji i inteligencji. A tak poza tym wideo sprawiłoby, że sędziów słabszych/nieuczciwych łatwiej byłoby wyłapywać i odsuwać od prowadzenia poważnych meczów (zakładając, że FIFA i UEFA są do tego zdeterminowane).

No proszę Cię:) A skąd w ogóle takie przypuszczenie, że FIFA i UEFA są zdeterminowane? Przecież technologia wideo jak najbardziej jest w użyciu. Tzn. używają jej wszyscy, oprócz sędziów (co wciąż wydaje mi się właściwym stanem). Każdy fifowski i uefowski oficjel na pewno miał możliwość obejrzenia wszystkich sędziowskich wałków na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Dlaczego zatem, żeby trzymać się bieżących realiów, panowie Hanson, Webb, czy Ovrebo dalej gwiżdżą? Ba, uważani są ponoć za światową elitę!
-
2010/02/28 16:11:43
No przecież dodałem ten nawias właśnie dlatego, że tej determinacji nie widzę. :) I nie wiem do końca, jak to sobie tłumaczyć... Łatwo można by uknuć jakąś spiskową teorię. W każdym razie - my sobie tutaj teoretyzujemy na temat tego, jak dałoby coś poprawić, i punktem wyjścia musi być założenie o chęci zmian na lepsze, no bo bez tego to w ogóle nie ma o czym mówić.
-
2010/03/19 20:25:21
Już niech bloger tak strasznie nie marudzi, w końcu ma średnią około trzech notek na miesiąc:)
A co do "usportowiania" programu olimpijskiego, to byłbym ostrożny. Wolę jednak "subiektywne" skoki od "ściśle obiektywnego" curlingu.
Web Counters