Blog > Komentarze do wpisu

Parę słów o Kasperczaku

Dziennikarze już zdążyli obwieścić powrót wielkiej Wisły, którą magicznym dotknięciem na nowo sprawił trener Kasperczak. Czy po uszy zanurzeni w medialnym symulakrum stracili już jakikolwiek  kontakt z rzeczywistością, czy po prostu rżną głupa, byle tylko dać chwytliwy tytuł - nie będę się nad tym rozwodził, bo nabijać się z dziennikarzy to dziś ani wielka sztuka, ani frajda. Fakt faktem, że poza dziennikarskim światkiem i kompletnymi laikami poprawy gry Wisły nie odnotowano. Tyle zauważyć dało się  nawet z trybun stadionu na Suchych Stawach, skąd zresztą, po prawdzie, widać niewiele.

Nie przesądzam, czy powrót Kasperczaka będzie totalnym niewypałem, ale, póki nie można jeszcze mówić o efektach jego pracy, wiele na to wskazuje. Po drugim, kompromitującym wyrzuceniu Wisły za burtę europejskich pucharów Kasperczak zdążył się skompromitować jeszcze trzykrotnie: nie potrafił honorowo podać się do dymisji (a wyrzucony ciągał Wisłę po sądach), zwiał z Pucharu Narodów Afryki, na którym trenował Senegal i spuścił z ekstraklasy jeden z bardziej majętnych klubów. W Górniku potwierdził też, że, mówiąc delikatnie, nosa do transferów to on nie ma. W Wiśle, która uczyć się na błędach wciąż nie zamierza, zrozumiano przynajmniej tyle, że za sprowadzanie piłkarzy Kasperczak odpowiadać nie może, bo taki menedżer to pełzająca katastrofa. I zapowiedziano, że transferami zajmie się ktoś inny. Jednak jak będzie w rzeczywistości, nie wiadomo, bo obecnie klub dyrektora sportowego nie zatrudnia.

Na niektóre wpadki można by ostatecznie przymknąć oko, gdyby nowy trener rokował nadzieje na przyszłość. Tymczasem Kasperczak nie wygląda na człowieka zorientowanego we współczesnym futbolu, takiego, który śledziłby nowinki taktyczne, stosował nowoczesne metody treningowe i dbał o każdy z tych coraz liczniejszych dziś szczególików, jakie uwzględnia się w działaniu profesjonalnych klubów, a których suma przekłada się na wyniki zespołu. To raczej człowiek bazujący na tym, czego nauczył się lata temu we Francji oraz na bogatym, lecz, powiedzmy szczerze, nieobfitującym w wielkie sukcesy doświadczeniu. Zatrudnienie dziś Kasperczaka w Wiśle to mniej więcej tak, jak zaproponowanie Beenhakkerowi pracy w liczącym się zachodnim klubie. Może i coś dobrego z tego wyjdzie, ale jeśli już, to raczej przez przypadek.  

Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki - mówił Heraklit i niewątpliwie miał rację. Toteż i Kasperczak nie może: dzisiaj ma mocniejszą obronę i słabszą ofensywę, jedynie bramkarza równie marnego, jak miał. Styl gry natomiast chciałby uskuteczniać taki jak dawniej. A że w kontrakcie ma ponoć wpisane, iż można go zwolnić za brak mistrzostwa albo awansu do LM, bardzo możliwe, że nowy-stary trener zdąży zamoczyć się w Wiśle ledwie do kolan, po czym właściciel kolejny raz go przepędzi. Oczywiście nie po to, by podjąć racjonalną decyzję - prędzej da drużynie kolejnego opiekuna, który nadmiernie nie nadweręży zasobności jego portfela. A potem, nawet jeśli szczęśliwym trafem wynajdzie trenerski talent (vide Petrescu) - następnego. Możliwe, że jeszcze kiedyś wróci Skorża; i tak w koło - nomen omen - Macieju. Albo Cupiał zmądrzeje.

wtorek, 23 marca 2010, klopin
Komentarze
2010/03/24 13:04:42
Kasperczak jest trenerem przebrzmiałym. Nie da się kwestionować, że był szkoleniowcem niezłym (nie wybitnym, choć na pewno też nie kiepskim) i nie da się zaprzeczyć, że było to kiedyś. Wisła z Żurawskim i Frankowskim była ostatnim akordem jego trenerskiej klasy i - jednocześnie - dowodem archaiczności stylu. Ta archaiczność zaskoczyłą Schalke i Parme, i ta sama archaiczność stałą się przyczyną klęski z Valrengą.

Co nie zmienia faktu, że na naszą ligę kasperczak wystarcza. Dopóki będzie grał przeciw takim tytanom destrukcji jak maciek iwański....
-
2010/03/25 20:28:55
Nie wiem, czy ten styl rzeczywiście można nazwać archaicznym. To było klasyczne dla tamtych czasów 4-4-2, z nowocześnie (jak na polskie warunki) bo wysoko grającą obroną. Poza tym styl z Schalke i Parmą był inny niż ten z Valerengą - wcześniej gra opierała się głównie na skrzydłach, a po odejściu Kosowskiego i Uche ciężar kreowania gry ofensywnej przeniósł się bardziej do środka.
-
2010/03/26 12:42:24
Pewnie inaczej patrzyłem na to wówczas, niż gdybym patrzył teraz, ale przesunięcie cieżaru na środek było wymogiem chwili i towarzyszyło ciągłemu szukaniu okazji aby znowu zagrać skrzydłami. A archaiczność wynikała z braku równowagi między obroną a atakiem. znakiem dziejów - moim zdaniem - nei jest liczba napastników, a rola bocznych obrońców. W tej kwestii Kasperczak był o epokę opóźniony, zaś jego tryumfalny rok to była szraża husarii pod Wiedniem - dzwony bijące "memento"
-
2010/03/27 11:21:14

Decyzja o ponownym zatrudnieniu Kasperczaka to oznaka kompletnego braku wyobraźni ze strony działaczy Wisły (Zaccheroni był już zajęty, co?). Kiedy rozmawiamy o osiągnięciach trenerskich Kasperczaka to z jednej strony przypominamy Schalke i Parmę, a z drugiej Valerengę Oslo i Dinamo Tbilisi. Niewielu pamięta o zmarnowanej szansie na LM z przeciętnym Anderlechtem Bruksela. Jednak oprócz strony sportowej powinniśmy, moim zdaniem, spojrzeć także na jego postawę moralną. To co wyprawiał ten sfrustrowany szkoleniowiec po zatrudnieniu Wernera Liczki przekracza wszelkie granice chamstwa, i tak już strasznie przesunięte w naszej futbolowej rzeczywistości. W dodatku, te żałosne sprawy sądowe... Obrzydlistwo.
Kasperczak w moich oczach jest przeciętnym trenerem i bardzo małym człowiekiem. Piszę to z wielką przykrością, jako orędownik Krakowa i Galicji, za kadencji tego pana Wiśle kibicować nie będę.

-
2010/03/27 22:58:34
@ Klopin:

Abstrahując od Kasperczaka (bardziej od tej nominacji zdziwiłaby mnie chyba tylko wiadomość, że B.C. poprowadzi Wisłę osobiście), chciałbym spytać, co Ty rozumiesz poprzez Cupiał zmądrzeje. Bo tak: Legia i Widzew, gdy grywały w LM, budowały swój skład "systemem monachijskim" (podbieranie najlepszych graczy z własnej ligi) i uzupełniały go transferami Polaków, którzy akurat z różnych przyczyn chcieli przerwać/zakończyć zagraniczne wojaże. Cupiał na początku zadziałał mniej więcej w ten sam sposób. Owszem, cel w postaci LM osiągnięty nie został, ale przynajmniej powstała naprawdę niezła ekipa z Baszczyńskim, Szymkowiakiem, Kosowskim, Żurawskim, a także Frankowskim, czy Kuźbą.
Teraz jednak taki modus operandi nie ma szans powodzenia. Po pierwsze, "system monachijski" nie zadziała, bo i chętnych do podbierania jest więcej (Lech, Legia), a i przede wszystkim podbierani nie są przesadnie chętni. Wręcz przeciwnie, gdy tylko w Ekstraklasie wyskoczy jakiś półsensowny grajek, to jego klub stawia cenę z kosmosu, a agent i media drą się, by jak najszybciej wyjeżdżał na Zachód. Trudno też liczyć na powroty niezłych piłkarzy, którzy kiedyś tam już na ten Zachód wyjechali, bo circa z tych samych przyczyn (agent + media) ponowną grę w polskim klubie traktują oni jak jakąś ujmę na honorze.
Więc co? Co Ty, jako kibic Wisły, uznałbyś za właściwą drogę dla swojego klubu?

@ SCV:

W tej lidze z tym składem to chyba nawet słusznie wykpiwanemu przez Gobokke Zachowi by się udało:)
-
2010/03/29 11:07:15
@scv78
W Wiśle boczni obrońcy grali dość ofensywnie, ale ograniczał ich (i trenera) fakt, że Stolarczyk i Baszczyński to nie są Cafu i Roberto Carlos. Ten brak równowagi (atak-obrona) też pewnie był, przynajmniej poniekąd, pochodną stanu kadrowego. Real z Pavonem i Zidanem grał bardzo ofensywnie i tak samo grała Wisła z Jopem i Kosowskim.

@gobokke
Ja Kasperczaka nie winię za porażkę z Anderlechtem. Wręcz cieszę się, że ten dwumecz nie skończył się ciężkim blamażem (a naprawdę mógł). Pamiętasz jak wyglądał wtedy skład Wisły? Odszedł Kosowski i Kuźba, uciekł Uche, Głowacki kontuzjowany, Frankowski jeszcze bez formy... Dramatycznie wyglądała zwłaszcza obrona, z Jopem, Paszulewiczem i Nawotczyńskim, pomoc z Brasilią i Strąkiem niewiele lepiej. Z kolei Anderlecht był wtedy wyjątkowo mocny i udowodnił to w fazie grupowej.

@albiceleste10
Myślę, że kwestie transferowe nie są najważniejsze. W klubie trzeba stworzyć odpowiednią strukturę, profesjonalny system działania. Cupiał jest już w Wiśle kilkanaście lat, a w klubie ciągle (i często nie wiadomo właściwie dlaczego) zmieniają się prezesi, dyrektorzy sportowi, trenerzy. Nawet skauci nie są w stanie dłużej utrzymać posady! Tak się nie da niczego zbudować. W tej chwili w klubie nie ma dyrektora sportowego, prezesa (jest tymczasowy) ani, w zasadzie, sztabu medycznego. Dwóch skautów, których pół roku temu zatrudnił Skorża wyrzucono razem z nim, wcześniej zajmującego się tym samym Czerwca oddelegowano do funkcji kierownika drużyny, już dawno zakończono też współpracę z Mario Branco, którego sprowadził Mielcarski. A więc scouting w Wiśle też nie istnieje, bo sądzę, że wracający właśnie Zdzisław Kapka (ta sprawa to osobne kuriozum) będzie raczej czymś w rodzaju szarej eminencji. W sumie wychodzi na to, że po kilkunastu latach rządów Cupiała klub organizacyjnie nie istnieje. A piłkarze mają do dyspozycji jedno boisko treningowe...

Poprzez Cupiał zmądrzeje miałem na myśli przede wszystkim zmianę nakreślonego powyżej stanu rzeczy i obranie jakiejś długofalowej strategii. Zatrudnianie tego a nie innego trenera głównie dlatego, że jest tani, to działanie doraźne i, zdaje się, nie najmądrzejsze. Jeśli idzie o transfery, system monachijski dziś faktycznie byłby trudny w realizacji. Jednak wydaje mi się, że Wisła za szybko od niego odeszła - przypomina mi się choćby sprawa Jelenia, którym klub był mocno zainteresowany, ale odpuścił, bo trzeba by za niego zapłacić tyle, co za Żurawskiego. Teraz, mimo rosnącej konkurencji, sprowadzanie zawodników niekoniecznie musi być trudniejsze. Mam wrażenie, że ogólnie na rynku transferowym podaż coraz bardziej rośnie w stosunku do popytu. Jeśli ma się dobre rozeznanie, można za darmo albo niewielkie pieniądze ściągnąć naprawdę niezłych jak na nasze warunki zawodników. W tej chwili trzeba szukać i w Polsce (patrz Błaszczykowski, Boguski, Lewandowski, Peszko), i za granicą. Tylko że do tego potrzebni są kompetentni i uczciwi ludzie, a nie Zdzisław Kapka.
Web Counters