|
Blog > Komentarze do wpisu
O zakazach i reklamachAmeryka XXI w. to kraj prohibicji. Trudno znaleźć tam knajpę, w której dałoby się legalnie zajarać szluga. A nawet jak człowiek wyjdzie do knajpianego ogródka, to go stamtąd przegonią - odstaw piwo i stań na ulicy. Jak wrócisz, piwa oczywiście już nie ma. Papierosa teoretycznie nie zapalisz też na plaży, przynajmniej na tej, po której biegają David Hasselhoff z Pamelą Anderson, ciągnącej się na kilometry wzdłuż i sto metrów wszerz, gdzie by wadzić komuś dymkiem, trzeba wyjątkowego impertynenta. I tak prawo zastępuje kulturę. Podobnie na plaży jest z alkoholem, oczywiście zabroniony. Skakanie do wody, to samo - zakazane. Odpływanie od brzegu - dozwolone; dopóki woda nie sięgnie powyżej pępka, bo wtedy dzielny Mitch przeraźliwym gwizdem rozrywa bębenki plażowiczów. W pociągu o paleniu oczywiście nie ma mowy, wagonów dla palących nie znają, i co chwila przypominają, że jak ktoś zajara, to fora z pociągu. Oprócz tego na pokładzie pociagu nie wolno ściągać butów - takie safety rules. Opróćz tego, w samochodzie nie wolno przewozić pustych puszek po piwie. W hostelach alkohol surowo wzbroniony, w pociągu podobnie - chyba że kupi się u nich, płacąc za pół piwa tyle, co u nas za dwie zgrzewki. To i tak pół biedy, bo zdarzają się sklepy, gdzie piwo jest, ale jakkolwiek mocno by nie szarpać za rączkę od lodówki, dostać się do niego nie sposób. Bo już po północy - takie state law. Z kolei w autobusach zabronione jest głośne rozmawianie przez telefon... Itd, itp. W sumie trudno już nazywać lata 20-te w USA prohibicją - bo jak nazwać te współczesne, gdy na każdym kroku czerwony znaczek:
A jednocześnie, na każdej monecie, obok mordki gościa przewracającego się pewnie w grobie, niezmiennie napis liberty:
* * * Okazuje się, że dziś człowiek nie może już nawet spokojnie posiedzieć na plaży, pogapić się i posłuchać morza szumu czy tam ptaków śpiewu. Zakazu wprawdzie jeszcze nie ma, ale reklamy, dążące do zajęcia wszelkiej pustej przestrzeni na Ziemi (w tym wypadku przestrzeni powietrznej) - owszem. Zamiast szumu morza warkot silnika i zachęta do kupna wody mineralnej, środka na komary czy innej różowej golarki do pizdy. A tak naprawdę, zamiast tych wszystkich bzdurnych zakazów, należałoby ustanowić jeden - zakaz reklam. I świat byłby lepszy. czwartek, 07 października 2010, klopin
Komentarze
dr_dedoverde
2010/10/07 10:42:17
Rozsądny tekst, ale to jak zawracanie Wisły kijkiem. Nie da rady, 95 % ludzi to tchórzliwi kretyni im pasuje sport taki jaki jest. Demokracja i kapitalizm miały uratować świat, ale człowiek znalazł sposób żeby i to zjebać.A może już w założeniu nie miały pomagać ludziom tylko garstce chciwych ? Trzeba oglądać rzekomo "najlepszego piłkarza świata " Messiego, (którego Barcelona wyhodowała na dopingu i czego teraz się nie tylko nie potępia, ale nawet chwali ...) wpieprzającego Laysy i popijającego je Pepsi ...
2010/10/07 12:04:07
Mocno utopijne to to, ale rzeczywiście szlachetne. Mam jednak zastrzeżenie - dopóki nie krzywdzisz innych, możesz sobie robić co chcesz: pij sobie piwo w pociągu, czy na plaży, pływaj wpław między kontynentami itd. Ale ze szlugiem wypad - tam, gdzie nie będę go czuł.
2010/10/07 15:33:02
Jak na moje, to bez reklamy czekałby nas znacznie większy, niż obecnie oligopol kilku światowych turbokoncernów. Znacznie sensowniejszą, a przy tym wykonalną z własnego fotela, metodą na uzdrawianie sportu jest zaprzestanie oglądania go w tv (i nie tylko). Ludzie marudzą, że kolarze koksują, pływacy robią z siebie cyborgów, kluby piłkarskie - te najbardziej wypasione - zdominowały światowy rynek itepe itede, a potem, jak gdyby nigdy nic albo łapią za pilot, albo ruszają na trasę/pływalnię/stadion/co tam jeszcze.
Prosta kwestia. Nie będzie oglądalności, nie będzie też babilońskich kontraktów na transmisje, a co za tym idzie, nie będzie popierdolonego wyścigu technozbrojeń, ani dalszego odczłowieczania gier zespołowych. @ Dr Dedoverde: Messiego (...) Barcelona wyhodowała na dopingu Mhmmm... @ Dziaam: ze szlugiem wypad - tam, gdzie nie będę go czuł Sam se wypad;) Skoro widzisz/spodziewasz się, że palę, po cholerę się pchasz w moje pobliże i wciągasz mój dym? A niepalenie pośród niepalących powinno być kwestią kultury, nie przepisów. 2010/10/07 22:15:08
Mieszkam w mieście, w którym wychodząc z domu znajdujesz się w czyimś pobliżu. A z kulturą na bakier jest tak wielu, że nie mam ochoty powierzać im swego komfortu i zdrowia.
2010/10/07 22:45:23
@doktor
To jest oczywiście zupełna utopia. Niemniej gdybym był Władcą Świata, to taki zakaz bym wprowadził. :) @dziaam Nic nie poczujesz, bo ja cham nie jestem i nie rozłożę ręcznika tuż obok żeby Ci smrodzić. A swoją drogą, takie zakazy są wyjątkowo prowokujące. Ja palę tyle co nic, i w sumie nawet całkowitą prohibicję tytoniową bym przeżył, ale jak tylko widzę durny zakaz w rodzaju tego o którym gadamy, to automatycznie sprawdzam kieszenie, czy wziąłem fajki. Mieszkam w mieście, w którym wychodząc z domu znajdujesz się w czyimś pobliżu. No to co, zakaz palenia w mieście? @albiceleste Wydaje mi się, że byłoby na odwrót, bo to te właśnie turbokoncenrny najwięcej dają na reklamę. Człowiek szedłby sobie do sklepu kupić chipsy, i nie brałby Lay'sów, które normalnie kupuje, bo widzi jak się nimi Messi obżera, tylko lepsze i tańsze Biesiadne. :) Znacznie sensowniejszą, a przy tym wykonalną z własnego fotela, metodą na uzdrawianie sportu jest zaprzestanie oglądania go w tv (i nie tylko). Ja sobie ułożyłem utopię odgórną, a Ty oddolną, i ta Twoja jest chyba jeszcze bardziej utopijna. ;-) |
|