|
Blog > Komentarze do wpisu
KsenofobiaWe Wrzeszczu, dzielnicy Gdańska, kibice namalowali par lat temu takiego grafa: Boimy się tego, czego nie znamy - normalka. Albo boimy się, nie lubimy, tego, co już znamy, i mamy dobry powód, żeby nie lubić. Polaka, który zna historię swojego kraju i jest germanofobem, nie można o ksenofobię oskarżać. Można powiedzieć: jest ksenofobem, kocha swój kraj, nie lubi Niemców - i trudno mu się dziwić. Zresztą w ogóle robienie zarzutu z tego, że ktoś kogoś nie lubi (jak to było w punkcie wyjścia z owym graffiti), to jest strzał w płot i jakaś forma, bo ja wiem, faszyzmu czy czegoś takiego. Według mnie powinno być tak, że każdy nie lubi tego, kogo chce. Ludzie nie lubią Cristiano Ronaldo i Jarosława Kaczyńskiego, ale nikt nie zabrania im bazgrać po murze: "nie lubię Cristiano Ronaldo" albo "nie lubię Jarosława Kaczyńskiego". Ja np. nie lubię Magdaleny Środy, Tomasza Lisa i Wojciecha Jaruzelskiego, i nie chciałbym, żeby ktoś mi tego zabraniał - już i tak, jako ksenofob, czuję się wykluczany. Sprawa ksenofobii nie jest tak prosta, jak się to "stowarzyszeniom do walki z nią" wydaje. Ksenofobia jest pewnym uczuciem, pewnym sposobem odczuwania. Otóż sposób ten jest psychologicznie, socjologicznie, a być może nawet biologicznie sprzężony z uczuciem innym, które pozwoliliśmy sobie kiedyś określić mianem ojkofilii, definiując ją jako przywiązanie do domu rodzinnego i ziemi ojczystej: "do własnego duchowego dziedzictwa, do swej szerszej ojczyzny, połączone z uzasadnionym poczuciem jej wyjątkowej wartości". Ksenofobia i ojkofilia sa jak dwa połączone naczynia: nie można zmienić poziomu w jednym, nie zmieniając go automatycznie w drugim. Walczący z ksenofobią i etnocentryzmem, czy też z "etnicznym rozumieniem narodu", zapatrzeni są w jedno z tych naczyń, nie dbając, a może nawet nie myśląc o tym, co się dzieje wtedy jednocześnie w drugim. Walka z ksenofobią zmierza - świadomie lub nie, w to tutaj nie wchodzimy - do amputowania człowiekowi jego duszy historycznej. Tak np. u Polaka dusza ta to pamięć o tysiącletniej walce jego narodu z obcymi dla zachowania swego domu i chronionych przez ten dom wartości. Utopia powszechnego braterstwa chce stwarzać człowieka odciętego od historycznych korzeni, które jawią się jej jedynie jako źródło "etnicznych przesądów" i agresji. Ksenofobia ma różne stopnie, jak ciecz w naczyniach połączonych - różne poziomy. Można ich wyróżnić co najmniej cztery. Pierwszym jest ostrożność wobec obcych ("obcy, więc może niebezpieczny"); drugim jest niechęć wobec nich jako naruszających nasz obyczaj i nasze kanony moralne lub estetyczne; trzecim jest wrogość, a czwartym - nienawiść. Zauważmy, że wszystkie one mogą mieć dwojakie źródła, wzajem zresztą się nie wykluczające: może to być bądź strach przed obcym i jego nieznanymi nam zamiarami; bądź odraza do jego sposobu życia, nazbyt od naszego odbiegającego. Ci, co tak bezpośrednio i bezceremonialnie próbują obniżać poziom ksenofobii - a tym samym zawsze także ojkofilii - nie biorą też pod uwagę (przyjmując, iż działają w dobrej wierze), że ich działanie jest może nawet z ich własnego punktu widzenia przeciwcelowe: że może wzbudzać reakcję obronną tych, na których się takiej amputacji dokonuje. Chcieliby zdusić ksenofobię do zera, niejako profilaktycznie: żeby wyeliminować międzygrupową nienawiść i wrogość, chcą wykorzenić także, często jak najbardziej zrozumiałą i uzasadnioną, niechęć lub po prostu ostrożność. Wchodzą tym samym w kolizję z grupowym instynktem samozachowawczym. To, że ksenofobia - podobnie jak wiele innych cech ludzkich - staje się w swych wyższych stopniach cechą groźną, nie oznacza, że w stopniach niższych nie jest może cechą dla życia wręcz nieodzowną. Cech tego rodzaju jest wiele; najoczywistszą jest troska o samego siebie, która na wyższych stopniach przybiera postać nie liczącego się z niczym egocentryzmu i egoizmu. Niedorzecznością przecież byłoby walczyc z egoizmem przez eliminowanie wszelkiej troski o siebie w ogóle. A stowarzyszenia antyksenofobicznie właśnie wprost do czegoś takiego zmierzają.
wtorek, 15 lutego 2011, klopin
Komentarze
2011/02/15 02:36:12
Kompletnie nie rozumiem Twoich zarzutów. :) Dlaczego miałem sobie nie napisać o ksenofobii, jeśli miałem na to ochotę?
Historię swojego kraju znam dość przyzwoicie, patriotą trochę jestem, germanofobem ani ciut. No i w porządku. Ja nie piszę, że Polak powinien być germanofobem. Co tu ma do rzeczy Twoje nielubienie Środy, czy Lisa? Ta dwójka personalnie - nic. Wstaw sobie zamiast nich kto Ci tam pasuje, przecież to wszystko jedno. tolerancja ma, jak mi się zdaje, granicę w postaci ludzkiej krzywdy. Ale ludzka krzywda to jest śliski temat, więc ciężko to całkiem uprościć. Czy np. obce wpływy kulturowe, które wadzą niektórym tubylcom, zaliczysz do krzywd? Różne marsze równości - dla jednych ważna rzecz, dla innych zgorszenie, czyli krzywda. Nawet ten złodziej włamujący się do domu - jak go zadźgasz nożem, uczynisz mu niewątpliwą krzywdę, może powinieneś być bardziej tolerancyjny? Albo moje nielubienie Środy czy tam kogoś - w zasadzie żadna krzywda się nie dzieje, ale jakby się w sprawę zagłębić, jakieś moje mikrooddziaływanie na niekorzyść Środy dałoby się zauważyć. Czyli krzywda. Z drugiej strony, czy Środa nie robi krzywdy różnym dzieciom, kiedy namawia ludzi, żeby je zabijali? No więc według mnie jest problem, czy tolerować takie zachowanie, czy nie. Z kolei wolność od nacjofobii nie musi oznaczać popadania w kompleks niższości z powodu bycia Polakiem. Jasne, że nie. Ale pałka dalej działa, i to całkiem dobrze. 2011/02/15 13:20:19
@ Klopin:
Dlaczego miałem sobie nie napisać o ksenofobii, jeśli miałem na to ochotę? Ależ nie, no jasne, wolnoć Tomku. Wciąż jednak nie bardzo dostrzegam powody utożsamiania, bądź w ogóle jakiegokolwiek łączenia ksenofobii futbolowej z tą ogólnoludzką. Ta pierwsza jest absolutnie naturalna. I w piłce, i w każdym innym sporcie. Oglądając derby Krakowa życzę zwycięstwa Pasom, a co za tym idzie - porażki Wiśle. Przez 90 minut jesteś dla mnie - Ty i każdy z Białą Gwiazdą w sercu - obcy, zły. Należy Cię (i całą resztę Tobie podobnych) zniszczyć. Ale tylko i wyłącznie w sensie futbolowym. Mecz się kończy, emocje opadają, wracamy do realnego świata. I już nie jesteś dla mnie ani obcy, ani zły (mimo iż mam świadomość, że podczas następnych derbów znów - oczywiście - będziesz kibicował Wiśle). Ta druga jest dla mnie chora. Powtarzam, jako-tako orientuję się w historii Polski. A mimo to, absolutnie nie rozumiem, dlaczego miałbym czuć do kogoś niechęć tylko dlatego, że - trzymajmy się tego przykładu - jest Niemcem. Oczywiście, nikomu nie każę tych nieszczęsnych Dojczów kochać. Jeśli ktoś uważa, że niemiecki to paskudny, kaleczący wargi język, Niemki są generalnie brzydkie, niemiecka kuchnia jest obrzydliwa, etc., etc. - nic mi do tego. Tylko niechże ten ktoś nie próbuje opierać swoich uprzedzeń o jakieś wyższe wartości i najlepiej niech sobie te uprzedzenia zachowuje dla siebie. Bo inaczej wychodzi tak, jak z tymi głupolami, a których piszesz, co to przez kibicowanie Wiśle nabawiają się wtórnego antysemityzmu. A, zostając przy Niemcach jeszcze - ostrożność w kontaktach z państwem niemieckim to żadna tam germanofobia, ino zdrowy rozsądek. (cdn) 2011/02/15 13:58:19
(cd)
Wstaw sobie zamiast nich kto Ci tam pasuje, przecież to wszystko jedno. Tak, wszystko jedno kogo, ale nie wszystko jedno jak. Zakładam, że spotkawszy na żywca takiego Lisa, czy innego Jaruzela, nie rzuciłbyś się na niego z pięściami, ani nawet nie poczęstowałbyś go stekiem wyzwisk. Tak samo ja nie mam zamiaru robić krzywdy takiemu Pospieszalskiemu, choć osobiście uważam go za dekla i szkodnika. I niech mi kto spróbuje tego uważania zabronić. Dopóki rzecz zostaje na tym poziomie - wszystko ok. Gorzej, jeśli z powodu odmiennych poglądów, niskiej oceny czyjejś działalności publicznej, czy czego tam jeszcze, ktoś podejmuje działania zaczepne wobec samej osoby. To jest właśnie, wg mnie, granica tolerancji. ludzka krzywda to jest śliski temat ??? Dlaczego? Dla mnie nie jest to ani śliskie, ani nawet przesadnie skomplikowane. Obce wpływy kulturowe? Rozumiem to w ten sposób: wchodzisz do mnie do domu. Super, gość w dom, Bóg w dom. Na pewno pozwolę ci pomodlić się na twój sposób, ugotować sobie własne żarcie, być może nawet poświętować po swojemu. Pod paroma zaledwie prostymi warunkami: nie narobisz za dużo hałasu, po gotowaniu pozmywasz gary, a twoje tańce nie zgorszą moich dzieci. Co więcej, mogę nawet z uwagą wysłuchać twoich sugestii odnośnie tego, że tamtą szafę należałoby przestawić tutaj, tam zamiast dywanu lepiej sprawdziłby się goły parkiet, powinienem jeść tak, nie siak, bo to zdrowiej, no i dobrze byłoby, gdybym zwrócił uwagę na styl ubierania się mojej córki. Itepe, itede. Tyle, że sugestie muszą pozostać sugestiami. Bo jeśli samowolnie zabierzesz się za przemeblowanie, zwiniesz dywan, a schabowego wraz z obcisłą kiecką córki wyrzucisz do śmieci, każę ci wypierdalać, a w razie protestów sam wyrzucę cię za drzwi na obity uprzednio pysk. Proste, prawda? Demonstracje? Znów - żadnych śliskości nie dostrzegam. Wg mnie, jeśli ktoś chce się przejść po mieście, by zademonstrować swoje poglądy, wolna wola, niech się przechadza. Prawo do zgromadzeń święta rzecz. Byleby nie zakłócił spokoju tych, którym jego poglądy zamaszyście furkoczą. Dotyczy to tak samo uczestników tzw. marszów równości, protestujących pielęgniarek, czy kibiców wychodzących ze stadionu. Natomiast jeśli komuś wola paradować po ulicy z obnażonym fiutem, piszczeć jak potłuczeniec, albo drzeć się wniebogłosy, że X to stara kurwa - przykro mi, ale na to ani mojej, ani - mam wrażenie - większości spoleczeństwa zgody nie ma. Bo zarówno zgorszenie wizualne/werbalne, jak i opętańcze piski, a i wiele innych rzeczy też, spokojnie da się uznać za krzywdę. Co do włamań - daleko mi do popularnego tu i ówdzie poglądu, wg którego samo wtargnięcie na mój teren uprawnia mnie do likwidacji delikwenta. Niemniej, włamując się do mojego domu niszczysz/przywłaszczasz sobie efekty mojej ciężkiej pracy, zatem niewątpliwie robisz mi krzywdę. I tu już o żadnej tolerancji nie może być mowy. T.s.d., tolerancja wobec złodziei kojarzy mi się głównie z tłumaczeniem ich działań trudną sytuacją materialną, wpływem złego środowiska etc. Bzdura. Pewne rzeczy bez wątpienia da się zrozumieć. Usprawiedliwić - niekoniecznie. jakieś moje mikrooddziaływanie na niekorzyść Środy dałoby się zauważyć A konkretnie jakie? Dosypujesz jej strychniny do herbaty? Podcinasz przewody hamulcowe w samochodzie? Bo jeśli chodzi tylko o to, że zwalczasz jej poglądy i szerzysz niechęć wobec jej publicznych działań, to jaka tu niby krzywda? (cdn) 2011/02/15 14:14:06
(cd)
Z drugiej strony, czy Środa nie robi krzywdy różnym dzieciom, kiedy namawia ludzi, żeby je zabijali? No więc według mnie jest problem, czy tolerować takie zachowanie, czy nie. Pewnie, że robi. W ogóle, kwestie okołoaborcyjne są, wg mnie, doskonałym przykładem sytuacji, w której wolność jednego człowieka w sposób bardzo drastyczny ogranicza wolność innego człowieka. Jeśli dodamy do tego ów prosty fakt, że ten drugi człowiek jest całkowicie bezbronny, dochodzimy do sytuacji, w której wszelkie wzmianki o tolerancji są, moim zdaniem, co najmniej nie na miejscu. pałka dalej działa, i to całkiem dobrze. Działa, bo chcesz, żeby działała, tak mi się przynajmniej zdaje. Sądzę, że w wielu przypadkach do różnych rodzajów piętnowania dochodzi dlatego, że piętnowani w ten, czy inny sposób przyjmują piętno. 2011/02/15 18:29:46
@Albiceleste10
Wybacz, odpowiem dopiero jutro, bo dzisiaj ledwo zdążę przeczytać, co tam ciekawego napisałeś. Pozdro. 2011/02/17 03:00:24
nie bardzo dostrzegam powody utożsamiania, bądź w ogóle jakiegokolwiek łączenia ksenofobii futbolowej z tą ogólnoludzką.
Nie jestem pewien, czy ta flaga Wrzeszcza ma przesłanie czysto kibicowskie. Może chodzić też o dzielnicowe klimaty. Zwłaszcza, że hasło powstało ponad dwadzieścia lat temu, kiedy poczucie dzielnicowej identyfikacji i odrębności było znacznie silniejsze. Z kolei gdyby to, tak jak chcesz, zawęzić wyłącznie do spraw kibicowskich, wówczas wychodzi na to, że kibiców innych drużyn nie lubi się we Wrzeszczu, a nie tylko, jak chciałbyś to widzieć, na stadionie w trakcie meczu. Czyli nie ma tu wielkiej różnicy w stosunku do ksenofobii "ogólnoludzkiej". A mimo to, absolutnie nie rozumiem, dlaczego miałbym czuć do kogoś niechęć tylko dlatego, że - trzymajmy się tego przykładu - jest Niemcem. No to dobrze, ja też nie czuję do kogoś niechęci tylko dlatego, że jest Niemcem. Ogólnie Niemców nie lubię, ale przecież to nie znaczy, że będę z patrzył spode łba na jakiegoś nie znanego mi bliżej Niemca - możliwe przecież, że jest fajnym gościem, ba, nie jest całkiem wykluczone, że ma niegłupie poczucie humoru. Nie przepadam też np. za Francuzami, za to lubię Włochów, Meksyków, Amerykańców i Japończyków. Wolno mi? A więc moja ksenofobia odnosi się zbiorowości, a nie pojedynczych ludzi, i tak też to chyba na ogół wygląda. Jakiemuś Angolowi może się nie podobać, że zjeżdżają mu się do kraju muzułmanie, budują meczety i wysadzają bomby. Boi się imigrantów, jest za ograniczeniem ich napływu, no czyli słowem ksenofob z niego. A jednocześnie ma kumpla, który pochodzi z Kurdystanu, lubi sobie z nim wypić piwko i oglądnąć meczyk. Da się to wyobrazić? Da radę faceta za taką postawę nie potępiać? A, zostając przy Niemcach jeszcze - ostrożność w kontaktach z państwem niemieckim to żadna tam germanofobia, ino zdrowy rozsądek. Właśnie. Problem polega na tym, że wg rygorów polit-poprawności już sam pomysł, że ze strony Niemców może nam cokolwiek grozić, to aberracja i kliniczna germanofobia. Tak, wszystko jedno kogo, ale nie wszystko jedno jak. Zakładam, że spotkawszy na żywca takiego Lisa, czy innego Jaruzela, nie rzuciłbyś się na niego z pięściami, ani nawet nie poczęstowałbyś go stekiem wyzwisk. Przypuszczalnie bym się nie rzucił ani nie zwyzywał. :) Jednak bywa, że samosądy mają uzasadnienie, zwłaszcza, kiedy drogą prawną nie da się uzyskać sprawiedliwości. Np. gdyby znalazł się facet z jajami, który na własną rękę wymierzyłby Jaruzelskiemu sprawiedliwość, nie miałbym nic przeciwko. Niestety, nie znalazł się. Na pewno pozwolę ci pomodlić się na twój sposób, ugotować sobie własne żarcie, być może nawet poświętować po swojemu. Na początek, dopóki nie przyjadą moi kumple, tyle wystarczy. Hałasu dużo nie robię, czasem tylko moja żona histeryzuje i głośno krzyczy, jak ją okładam kijem. Ale bez obaw, szybko się przyzwyczaisz i za jakiś czas w ogóle nie będziesz na to zwracać uwagi. Demonstracje Ja się tu z Tobą zgadzam. Tyle że, zdaje się, "tolerancja" to jest wtedy, kiedy po ulicach łażą faceci z gołymi dupami, a my im bijemy brawo. Dalej też masz rację, aż dotąd: Działa, bo chcesz, żeby działała, tak mi się przynajmniej zdaje Nie masz racji, bo ja nie chcę, żeby działała. :) Chcę przewartościować i zniuansować pojęcie ksenofobii, no i to w sumie tyle. 2011/02/17 23:53:21
dzielnicowe klimaty
Mieszkałem we Wrzeszczu trzy, może nawet cztery lata, musiałbym policzyć. Nie jestem rodowitym Gdańszczaninem (chociaż toksycznie kocham to miasto), nic już nie mówiąc o tym, że nie pochodzę z tej konkretnej dzielnicy. Na marginesie: przez spory kawałek tego okresu miałem na stadion Lechii dziesięć minut luźnym spacerkiem. Nigdy nie ukrywalem swojej "napływowości" (tak naprawdę, to ja wszędzie jestem napływowy) i choć nigdy też się z nią nie obnosiłem, nie pamiętam, abym kiedykolwiek miał z jej powodu jakiekolwiek nieprzyjemności. Gdyby podobne hasło zawisło w Nowym Porcie - ok, rozumiem. Ale Wrzeszcz? Choć oczywiście przyjmuję do wiadomości, że dwadzieścia lat temu (czyli dziesięć - jedenaście, jak ten czas zapierdziela... - lat przed tym, jak po raz pierwszy dotknąłem stopą wrzeszczańskiego chodnika) sprawy mogły przedstawiać się deko inaczej. Nie przepadam też np. za Francuzami, za to lubię Włochów, Meksyków, Amerykańców i Japończyków. Wolno mi? Niby wolno. Tak samo, jak mi wolno chyba nie cierpieć Szwedów i ogółem wszystkich Skandynawów (oprócz Finów, których w ogóle za Skandynawów nie uważam). Przy czym u mnie działa to na takiej samej zasadzie, jak niechęć do zupy pomidorowej, latania samolotem, czy samochodów marki Opel. Nie stoją za tym żadne racjonalne przesłanki, stąd staram się trzymać te uprzedzenia na wodzy. Znaczy nie lutuję w czerep każdego, kto nieopatrznie zaserwuje mi pomidorówkę, ani nie wyzywam szwagra od imbecyli, bo sobie Opla kupił. Uważam, że to w miarę sensowna postawa. A więc moja ksenofobia odnosi się zbiorowości Przyznam, że niezbyt rozumiem traktowanie ludzi jako zbiorowości. Skoro ustaliliśmy już, że poszczególni Niemcy, a nawet - fuj! - Szwedzi mogą być calkiem ok, dorzućmy też, że i wśród jednych, i drugich znajdują się pewnie ciężkie szuje. Jak w każdej innej nacji. Przyjmuję (delikatne) uprzedzenia "bo tak". Ale próby racjonalnego ich uzasadniania niekoniecznie do mnie trafiają. Angolowi może się nie podobać, że zjeżdżają mu się do kraju muzułmanie, budują meczety i wysadzają bomby. Boi się imigrantów, jest za ograniczeniem ich napływu, no czyli słowem ksenofob z niego. A jednocześnie ma kumpla, który pochodzi z Kurdystanu, lubi sobie z nim wypić piwko i oglądnąć meczyk. Da się to wyobrazić? Da radę faceta za taką postawę nie potępiać? Uważam, że każdemu jako-tako poukładanemu człowiekowi z reguły nie będzie się podobać wysadzanie bomb. W budowie meczetów nie widzę nic zdrożnego. A w ksenofobię naszego hipotetycznego Angola wplótłbym jeszcze jeden niuans: boi się tych imigrantów od zawsze, czy zaczął niedawno, jakoś tak równo ze startem recesji? Problem polega na tym, że wg rygorów polit-poprawności już sam pomysł, że ze strony Niemców może nam cokolwiek grozić, to aberracja i kliniczna germanofobia.; zdaje się, "tolerancja" to jest wtedy, kiedy po ulicach łażą faceci z gołymi dupami, a my im bijemy brawo. Czyj to problem i komu tak się zdaje? Widzisz, ja mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie istnieją dwa dość nielicznie, za to bardzo głośno reprezentowane trendy, które... kradną język. "Patriotyzm", "ojczyzna" i różne inne pojęcia z tych rejonów zagrabione zostały przez quasinacjonalistycznych potyrpańców. Z kolei oszołomy od rozszalałego kerektnesa zaharapciły sobie "tolerancję" i wszystko wokół. Osobiście pierdolę i jednych, i drugich. I po raz kolejny mam wrażenie, że to dość zdrowe podejście:) gdyby znalazł się facet z jajami, który na własną rękę wymierzyłby Jaruzelskiemu sprawiedliwość, nie miałbym nic przeciwko. Ssstop. Jeśli zezwolimy przeróżnym "facetom z jajami" na samosądy, to ja zmieniam swoje podejście w sprawie prawa do likwidacji każdego intruza. I natychmiast idę do sklepu z bronią. czasem tylko moja żona histeryzuje i głośno krzyczy, jak ją okładam kijem A okładanie żony kijem to podpada pod taniec? Bo przecież nie modlitwy i kulinaria? ja nie chcę, żeby działała. To przestań na nią zwracać uwagę. W sumie tyle:) 2011/02/19 01:50:54
Przyznam, że niezbyt rozumiem traktowanie ludzi jako zbiorowości. Skoro ustaliliśmy już, że poszczególni Niemcy, a nawet - fuj! - Szwedzi mogą być calkiem ok, dorzućmy też, że i wśród jednych, i drugich znajdują się pewnie ciężkie szuje. Jak w każdej innej nacji. Przyjmuję (delikatne) uprzedzenia "bo tak". Ale próby racjonalnego ich uzasadniania niekoniecznie do mnie trafiają.
Zazwyczaj zbiorowości mają swoje charakterystyczne cechy i różnią się od siebie. Jasna, że jak weźmiemy Niemców, Włochów i Amerykanów, to i tu, i tu, i tam znajdziemy większe i mniejsze szuje i trochę porządnych ludzi. Ale to nie znaczy, że Niemcy, Włosi i Amerykanie w zasadzie się od siebie nie różnią, poza jakimiś tam geograficzno-historycznymi sprawami. Różnią się i to dosyć zasadniczo, mimo że pochodzą z tego samego kręgu kultury chrześcijańskiej. Jak weźmiemy narody z innych kręgów kulturowych, to różnice będą jeszcze większe. Za tym idą rozmaite cechy, które się często dyskredytuje jako "stereotypowe", a które nie wzięły się z sufitu. Jednym te cechy odpowiadają, innym nie. W związku z tym lubi jakąś zbiorowość, albo nie. Oprócz tego można by wytoczyć cięższe armaty, zwłaszcza historyczne. Ale przecież nie trzeba przypominać, co Niemcy mają za uszami. A w ksenofobię naszego hipotetycznego Angola wplótłbym jeszcze jeden niuans: boi się tych imigrantów od zawsze, czy zaczął niedawno, jakoś tak równo ze startem recesji? Myślę, że boi się od kiedy robią zadymy, detonują bomby i nie respektują tamtejszego prawa. Chyba, że jest przewidujący, wtedy możliwe, że zaczął się bać wcześniej. "Patriotyzm", "ojczyzna" i różne inne pojęcia z tych rejonów zagrabione zostały przez quasinacjonalistycznych potyrpańców. To jest kwestia jeszcze bardziej marginalna, ale w sumie jestem ciekawy, na czym polega to zagrabianie, i jakie znaczenie ci grabieżcy nadają pojęciom patriotyzmu i ojczyzny. Dalej mówisz, żebym olał to, że sobie oszołomy od kerektness zaharapciły (fajne słowo:) "tolerancję" i "ksenofobię", tylko nie wiem, na co to jest metoda? Można się nie przejmować rzeczywistością, ale rzeczywistość się potem o człowieka upomnie. Jak tak dalej pójdzie, to o tą dziwnie rozumianą ksenofobię i nietolerancję będzie coraz więcej procesów, a prawo się będzie zaostrzać (bo w tych sprawach nagle okazuje się, że surowe prawo jest skuteczne). Nie mówiąc już o tym, że takie wygibasy semantyczne najzwyczajniej w świecie mi się nie podobają. A okładanie żony kijem to podpada pod taniec? Bo przecież nie modlitwy i kulinaria? Raczej bliżej modlitwy. ;) 2011/02/24 11:25:35
Serdelecznie przepraszam za czasowy poślizg. Do rzeczy:
Jednym te cechy odpowiadają, innym nie. W związku z tym lubi jakąś zbiorowość, albo nie. No i właśnie tego nie rozumiem. Tzn. rozumiem, jak to działa, nie rozumiem podejścia. Bo (nie) lubimy cechy, a nie ich nosicieli, którzy w swym nosicielstwie mogą bardziej różnić się wewnątrz zbiorowości, niż pomiędzy zbiorowościami, prawda? A strzelanie z historycznych armat jest wg mnie o tyle głupie, że - wbrew powszechnemu mniemaniu - rozmywa odpowiedzialność. Łatwo jest stwierdzić "Niemcy mają to, tamto, siamto za uszami". I niewątpliwie jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy. Tyle, że zamknięcie tematu w ten sposób zamyka jednocześnie drogę do zrozumienia dlaczego ci Niemcy nabroili i dalej, blokuje możliwości zapobiegania podobnym przypadkom w przyszłości. boi się od kiedy robią zadymy, detonują bomby i nie respektują tamtejszego prawa. Kurczę, jak to jest z tymi zadymami, bombami i resztą? Bo ja pamiętam jeden większy - bez wątpienia straszny i haniebny - przypadek plus kilka pomniejszych przepychanek, bez użycia bomb, za to często prowokowanych przez rodowitych Brytyjczyków. Z respektowaniem prawa też dziwna rzecz, bo mnie się wydaje, że ci wszyscy Pakis i reszta to przede wszystkim nie respektują prawa zwyczajowego, obyczajności. Te wszystkie nieszczęsne pobite żony i w ogóle, to niewątpliwie smutne i nie do przyjęcia. Ale czy na pewno takie zachowania usprawiedliwiają widoczną tu i ówdzie w UK antyislamską paranoję? Jakoś powątpiewam. Zwłaszcza, że początek tej paranoi uparcie kojarzy mi się ze wspomnianym wyżej początkiem recesji. Wcześniej Pakis też przyjeżdżali do GB, też zdarzało im się okładać małżonki kijem i wdawać w bijatyki z chuliganami West Hamu. Ale dziwnym trafem ogółowi przeszkadzało to w znacznie mniejszym stopniu, niż obecnie. (cdn) 2011/02/24 11:44:55
(cd)
na czym polega to zagrabianie, i jakie znaczenie ci grabieżcy nadają pojęciom patriotyzmu i ojczyzny. Oj, kiedyś już o tym rozmawialiśmy. Że się tak samozacytuję: "patriotyzm kruchciano-mesjanistyczny. Boże, coś Polskę; nie rzucim ziemi; Polska Mesjaszem narodów etc. Wymawianie słowa "Polska" z każdorazowym obowiązkowym patetycznym przydechem i łzami w oczach; rozdrapywanie i ugniatanie na nowo przy każdej możliwej okazji wszystkich narodowych ran, guzów i siniaków; wspominanie do upadłego wszystkich niegdysiejszych wielkich wiktorii (to jakby rzadziej) i bohaterskich klęsk (paradoksalnie częściej); zamiana każdego państwowego święta w jakąś pieprzoną mutację Zaduszek; (...); (...); nieustające szukanie winnych, polowanie na czarownice i rozpalanie stosów; a w to wszystko wpisana jeszcze na dodatek nienawiść do "szkopów", "ruskich", "żydów" i w zasadzie wszystkich innych też - to jest gonitwa za cieniem, Klopin. Jarmarczny teatrzyk grozy, gdzie żal, pretensje do wszystkich i wszystkiego oraz nieuleczalne kompleksy leją się z każdej sceny. Od takiej Polski, jak sądzę, po prostu trzeba uciekać. Bo to faktycznie jest Polska mitu. Bardzo szkodliwego mitu. Polska przegranych paranoików, którzy po wiek wieków będą sobie roić, że drewniany mieczyk to rasowa szablica, a gwizd pustki we własnych głowach brać będą za szum husarskich skrzydeł." Jaśniej? :) Można się nie przejmować rzeczywistością, ale rzeczywistość się potem o człowieka upomnie. Rzeczywistość to my. Popatrz, wałkujemy temat od paru dni i choć wiele nas różni, to jednak znaleźlibyśmy chyba jakieś punkty oczywiste, nie podlegające dyskusji, prawda? Punkty oparte w rzeczywistości właśnie. W prawdzie. I tego toku rozumowania należałoby się, jak mniemam, trzymać. A zarówno rozszalałych poprawniaków, jak i otumanionych nacjofundamentalistów pozostawić gdzieś na boczku, w świecie ich urojeń. Ani jedni, ani drudzy nie będą tych urojeń przenosić na grunt legislacyjny (ani w ogóle na żaden poważny poziom), jeśli im na to nie pozwolimy. Więc nie pozwalajmy. To naprawdę jest proste. takie wygibasy semantyczne najzwyczajniej w świecie mi się nie podobają. Mnie też nie. Podobnie wadzą mi nachalne zapożyczenia z angielskiego, regionalne lenistwo gramatyczne i parę innych niezbyt ciekawych lingwistycznych zjawisk. Nie używam, nie zaprzątam sobie głowy. Raczej bliżej modlitwy. Patrz, znam paru muzułmanów i ich żony wydają mi się nietknięte kijem:) 2011/03/01 19:02:15
Tzn. rozumiem, jak to działa, nie rozumiem podejścia. Bo (nie) lubimy cechy, a nie ich nosicieli
Nosicieli też nie lubimy, bo nie odpowiadają nam ich cechy. Nie wiem, czy coś tutaj jeszcze tłumaczyć, bo mi się to wydaje całkiem oczywiste i naturalne. Można nie lubić Niemców czy kogoś tam innego, na tej samej zasadzie, na której nie lubi się, hm, np. jakieś ligi piłkarskiej. Ludzie nie lubią ligi angielskiej, bo, jak mówią, wolą techniczną piłkę. Oczywiście liga angielska nie jest jednorodna w stylu gry, a więc jest sobie taki np. Arsenal, i ci ludzie, co nie lubią angielskiej piłki, lubią zarazem Arsenal. Ja nie widzę w tym nic złego:) Tyle, że zamknięcie tematu w ten sposób zamyka jednocześnie drogę do zrozumienia dlaczego ci Niemcy nabroili i dalej, blokuje możliwości zapobiegania podobnym przypadkom w przyszłości. Ale proszę bardzo, usiłujmy zrozumieć, co sprawiło, że z Niemców wyszły takie bestialskie skurwysyny. Tylko nie zapominajmy, że wyszły właśnie z Niemców, a nie z kogoś innego. Jak się będzie o tym pamiętać i przypominać, to jest szansa, że wojenna trauma jeszcze się będzie Niemców trzymać, a im dłużej, tym lepiej. Tyle że, prawdę mówiąc, ta nadzieja jest coraz bardziej nikła, bo przecież Niemcy już sobie historię wojny piszą na nowo. Kurczę, jak to jest z tymi zadymami, bombami i resztą? Bo ja pamiętam jeden większy - bez wątpienia straszny i haniebny - przypadek plus kilka pomniejszych przepychanek, bez użycia bomb, za to często prowokowanych przez rodowitych Brytyjczyków. No tak, na razie tak to wygląda. Na razie - bo nie ma się co oszukiwać, im więcej islamistów tam będzie, na tym więcej będą sobie pozwalać. No bo jak inaczej sobie wyobrażasz, że zaakceptują zachodnią kulturę, wtopią się w nią albo będą sobie grzecznie żyć obok niej? Przecież to jest mrzonka i nie ma na to najmniejszych szans, zresztą już nawet politycy, ci ze świecznika europejskiego, zaczynają to przyznawać. Pokojowa, bezproblemowa koegzystencja jest możliwa tam, gdzie oni stanowią nieznaczący margines, tak jak to jest w Polsce. Z prawem chodzi mi o to, że oni żyją w zasadzie obok tamtejszego prawa, w równoległym, niezależnym systemie prawnym. Mają tych swoich imamów, którzy sądzą ich wg szariatu. Nie jest to duży problem? No i nie uważam, żeby tam istniała na wyspach antyislamska paranoja, wręcz przeciwnie, jest jakaś źle pojęta, frajerska gościnność. Popatrz sobie np. pod tym linkiem na dole, jakie trzymają fajne transparenty: religiapokoju.blox.pl/2009/02/Anglia-postepy-islamizacji.html To jest mniej więcej tak, jakby ktoś przyszedł do Ciebie w gości i powiedział, że albo będziesz grzeczny, albo zaraz nadziejesz się na nóż, który trzyma w kieszeni. Ty oczywiście będziesz protestował, z czego skutek taki, że zostaniesz ogłoszony niegościnnym paranoikiem. Fajnie? Rzeczywistość to my. Popatrz, wałkujemy temat od paru dni i choć wiele nas różni, to jednak znaleźlibyśmy chyba jakieś punkty oczywiste, nie podlegające dyskusji, prawda? Punkty oparte w rzeczywistości właśnie. W prawdzie. I tego toku rozumowania należałoby się, jak mniemam, trzymać. A zarówno rozszalałych poprawniaków, jak i otumanionych nacjofundamentalistów pozostawić gdzieś na boczku, w świecie ich urojeń. Ależ o to właśnie mi w tym wpisie szło: żeby pokazać rzeczywistość taką, jaka wg mnie jest, wbrew temu, co się utarło pod wpływem różnych poprawniaków sądzić. Możesz powiedzieć, że popełniam błąd, bo zaczynam obrony i przechodzę do kontrataku, zamiast sformułować swoją narrację bez oglądania się na cokolwiek, ale wg niektóre sprawy zaszły na tyle daleko, że najpierw trzeba je odkręcić. Ani jedni, ani drudzy nie będą tych urojeń przenosić na grunt legislacyjny (ani w ogóle na żaden poważny poziom), jeśli im na to nie pozwolimy. Więc nie pozwalajmy. To naprawdę jest proste. Naprawdę? My mamy cokolwiek do gadania, skoro wytyczne płyną z Brukseli? Mamy jakikolwiek, minimalny wpływ na to, jakie prawo nam wepchną? |
|
A Ty tu wytaczasz grube armaty z tolerancją, szeroko pojmowaną ksenofobią/ojkofilią i czym tam jeszcze. Pytam po raz kolejny - po co? Czy aby nie robisz w ten sposób tego samego, co ów politpoprawny nadgorliwiec, tyle, że z przeciwnym wektorem? Historię swojego kraju znam dość przyzwoicie, patriotą trochę jestem, germanofobem ani ciut. Co nie przeszkadza mi wcale-a-wcale kibicować podczas meczu Polska-Niemcy Biało-Czerwonym i z całych sił życzyć porażki Die Nationalmanschaft. Das ist Fussball, ja? Co tu ma do rzeczy Twoje nielubienie Środy, czy Lisa?
A tak nieco na marginesie: tolerancja ma, jak mi się zdaje, granicę w postaci ludzkiej krzywdy. Z kolei wolność od nacjofobii nie musi oznaczać popadania w kompleks niższości z powodu bycia Polakiem. Wystarczy, jak mniemam, zrozumieć te dwie proste prawdy i już oba słowa-pałki przestają działać.