Strona futbolnews.pl donosi:
Franciszek Smuda nie traci pewności. Selekcjoner reprezentacji Polski spytany czy wie, którzy działacze czekają na jego potknięcie odpowiedział: - Wiem, ale mnie to absolutnie nie interesuje. Bo ja nie jestem miękkim ch.... robiony.
- Nie padam na kolana, nie lamentuję. Ja jestem Smuda. Mam swój charakter i dzięki temu dotrę do celu - dodał selekcjoner w rozmowie z dziennikiem "Polska - The Times".
Z powyższego dowiadujemy się, że trener reprezentacji ma charakter, i to charakter swój. Ten charakter pozwoli mu dotrzeć do celu, w czym przeszkodzić próbują niektórzy działacze. Selekcjoner Smuda wie, którzy to działacze, mimo że go to nie interesuje. Nie interesuje go to dlatego, że nie jest miękkim chujem robiony. Jakim zatem chujem robiony był trener Smuda?
Do mocnego charakteru trenera Smudy niełatwo dopasować chuja o odpowiednich własnościach. Poddam jednak pod dyskusję trzy propozycję:
I
Syn najstarszy miał chuj długi
I gruby na kształt maczugi,
A po bokach jego były
jak postronki - grube żyły,
Jakieś sęki, jakieś guzy -
Jaja miał jak dwa arbuzy!
A że ciągle mu bez mała
ta ogromna pyta stała,
Chujogromem go nazwano.
Pierwsza propozycja jawi się nader interesująco: żylastość nie wydaje się poważnym uchybieniem (może nawet przeciwnie), zaś ustawiczny stan wzwodu jest przesłanką pozytywną, i to niebagatelną. Jedyne pytanie, jakie się nasuwa, to czy właściciel chuja, który zrobił trenera Smudę, w istocie był synem najstarszym. W zależności od tego hipoteza powinna zostać sfalsyfikowana lub poddana dalszej analizie.
II
Wkłada kondon na kutasa
I.. O dziwo! U głuptasa
Chuj, co zawsze był jak z ciasta,
Na olbrzyma się rozrasta!
Na sto chujów się rozdziela
Każdy gruby, jak ta bela,
Każdy twardy, jak ze stali,
Każdy długi na sto cali!
Wszystkie chuje z całej siły
Na królewnę się rzuciły,
Każdy się jej w piczę wwierca,
Każdy końcem sięga serca,
Każdy jej się w piczy grzebie,
Każdy jebie, jebie, jebie...
To również propozycja godna rozważenia - długość stu cali robi wrażenie, nie mniejsze mnogość chujów. Twardość bez zarzutu, jednakże nie jest to stan permanentny, a raczej, można rzec, wyjątkowy. Należy również rozpatrzyć, czy, po pierwsze, właścicielem kutasa, który zrobił trenera Smudę, mógł być głuptas, a po wtóre, czy "chuj, co zawsze był jak z ciasta" licuje z charakterem selekcjonera oraz powagą jego stanowiska. Nadto nie sposób nie zauważyć, iż argument ilościowy zdecydowanie góruje tu nad argumentem jakościowym.
III
Dumny zeń był Tadeusz i dzielnie nim władał.
A do dumy takowej miał słuszne powody,
Bo na chuju mógł podnieść pełne wiadro wody.
Chuj Tadeusza mierzył jedenaście cali,
Gruby jak ręka w kiści, twardy jak ze stali,
Zahartowany w trudzie, co rzadko się kładzie
Zdobny w dwa wielkie jaja, jak dwa jabłka w sadzie.
Pełne wiadro wody można uznać za wystarczającą rekomendacją, zaś długość jedenastu cali ujmy nie przynosi. Propozycja wydaje się najbardziej adekwatna, szczególnie wobec braku mocnych argumentów przeciwnych. Nawet bowiem, jeśli wzmiankowane imię nie jest zgodne z danymi właściciela, najprawdopodobnie jest ono jedynie fikcją literacką; sam utwór miałby natomiast głębokie oparcie w faktach autentycznych.