Wpisy z tagiem: futbol
wtorek, 11 stycznia 2011
Nie lubię Sylwestra. Strzelających korków szampanów, koncertów Dody i Kombi, licytacji imprezowych szaleństw, fajerwerków budzących człowieka w środku nocy, niezdrowej ekscytacji, utyskiwań na noworoczną glątwę, rymowanych życzonek i całego tego syfu, stręczonego człowiekowi jako niezbędnik. Dzięki Bogu, że przed rokiem uchroniłem się od świętowania dwa tysiące dziesiątego, bo po czasie wyszedłbym zwyczajnie na durnia. Ostatnio obchody nowego roku sprowadzają się u mnie do powieszenia na ścianie zaktualizowanego kalendarza. Skoro tak, nie będę robił żadnych rocznych podsumowań i tym podobnych rzeczy, tym bardziej, że w piłce nożnej, gdy gra się systemem jesień-wiosna, rok kalendarzowy jest przedziałem nieporęcznym. Naturalnym wydaje mi się sezon, a że jesteśmy na półmetku, to krótko o rundzie jesiennej w naszej lidze.
Była bardzo ciekawa. Właściwie mam wrażenie, że to była najciekawsza jesień od lat. Nie przejmując się modnymi szyderstwami nt. poziomu rodzimych rozgrywek, powiedzieć co innego, aniżeli iż ów poziom się podniósł, byłoby oszustwem. Zobrazować sobie to zjawisko proponuje na przykładach niezłych przecież graczy, którzy za granicą strzelili bramek łącznie ponad setkę, a może i koło dwóch, po czym w tym samym czasie postanowili wrócić do ojczyzny. Wrócili i okazało się, że żaden z nich - Żurawski, Wichniarek, Smolarek ani Żewłakow - nie ma pewnego miejsca w składzie, o ile w ogóle do czegokolwiek się nadaje. Czyli sprawa ma się całkiem inaczej, niż nie tak dawno z powracającymi staruszkami Hajtą, Brzęczkiem czy Świerczewskim.
Ogólnie dobrze się dzieje z naszą ligą i będzie coraz lepiej, nawet pomimo zimowego exodusu Polaków za granice (swoja drogą: może ci nasi kopacze nie tacy okrutnie siermiężni, skoro mają wzięcie?). Na starcie ligi pisałem u Albicelestego10, że ten sezon może być przełomowy, i chyba faktycznie taki będzie, zwłaszcza, że wiosną otwarty zostanie nowy stadion Arki, cały Legii, a w trakcie rundy może i Wisły, co w sumie da całkiem przyzwoitą frekwencję. Szkoda tylko dwóch rzeczy: że lada moment w lidze dominować będą obcokrajowcy, co ku mojemu głębokiemu bólowi już dokonało się w Wiśle, i że matołki od zarządzania rozgrywkami nie potrafią przesunąć startu kilka tygodni do tyłu. Efekt tego ostatniego jest taki, że drużyna eliminująca z pucharów Juventus wcześniej po nieludzkich mordęgach ledwie daje sobie radę z Azerami.
Jedenastka rundy: Bramkarz: Pawełek (Wisła) - nie zawalił bodaj ani jednej bramki, uratował sporo. Rezerwowy: Sandomierski (Jagiellonia) Lewa obrona: Kiełbowicz (Legia) - poza asystami z wolnych i kornerów niczym szczególnym się nie wyróżnił, ale tyle wystarczyło na konkurencję. Rez.: Sadlok (Ruch) Środek obrony: Skerla (Jagiellonia), Szmatiuk (Arka) - Skerla nie tylko bronił, ale i strzelał, w Zabrzu dał drużynie szczęśliwe trzy punkty w ostatniej minucie. Szmatiuk sprawnie dowodził całkiem niezłą defensywą Arki. Rez.: Celeban (Śląsk), Stano (Korona). Arboledy nie będzie, bo w lidze grał dużo słabiej niż w pucharach. Prawa obrona: Norambuena (Jagiellonia) - solidny. Rez.: Bruma (Arka) Lewa pomoc - Grosicki (Jagiellonia) - zdecydowanie najlepsza runda w karierze. Po jego odejściu szanse Jagiellonii na mistrzostwo są moim zdaniem nikłe. Rez.: Małkowski (Bełchatów) Defensywny pomocnik: M. Bartczak (Zagłębie) - strzelił kilka ładnych i ważnych bramek. Rez.: Sobolewski (Wisła), Vrdoljak (Legia) Ofensywny pomocnik: Traore (Lechia) - coś jak Iniesta, oczywiście na miarę polskiej ligi. Pod koniec rundy w słabszej formie, ale wcześniej imponował techniką i swobodą w rozegraniu piłki. I wszystko byłoby pięknie, a facet świetnie by się zapowiadał, jednak śmiem powątpiewać, czy rzeczywiście w grudniu skończył dopiero 22 lata... Rez.: Edi (Korona), Radović (Legia) Prawa pomoc: Mierzejewski (Polonia W.) - zrobił kolejny krok do przodu, dojrzał i sprawdził się jako kapitan. Zwykle grał po lewej stronie, ale prawa nie robi mu większej różnicy. Rez.: Kupisz (Jagiellonia). Atak: Frankowski (Jagiellonia), Szernas (Widzew) - słabsza końcówka, ale wcześniej dobra gra obu, no i sporo goli. Niedzielana (Korona) na ławkę zesłała kontuzja, obok niego Sobiech (Polonia W.).
wtorek, 23 marca 2010
Dziennikarze już zdążyli obwieścić powrót wielkiej Wisły, którą magicznym dotknięciem na nowo sprawił trener Kasperczak. Czy po uszy zanurzeni w medialnym symulakrum stracili już jakikolwiek kontakt z rzeczywistością, czy po prostu rżną głupa, byle tylko dać chwytliwy tytuł - nie będę się nad tym rozwodził, bo nabijać się z dziennikarzy to dziś ani wielka sztuka, ani frajda. Fakt faktem, że poza dziennikarskim światkiem i kompletnymi laikami poprawy gry Wisły nie odnotowano. Tyle zauważyć dało się nawet z trybun stadionu na Suchych Stawach, skąd zresztą, po prawdzie, widać niewiele.
Nie przesądzam, czy powrót Kasperczaka będzie totalnym niewypałem, ale, póki nie można jeszcze mówić o efektach jego pracy, wiele na to wskazuje. Po drugim, kompromitującym wyrzuceniu Wisły za burtę europejskich pucharów Kasperczak zdążył się skompromitować jeszcze trzykrotnie: nie potrafił honorowo podać się do dymisji (a wyrzucony ciągał Wisłę po sądach), zwiał z Pucharu Narodów Afryki, na którym trenował Senegal i spuścił z ekstraklasy jeden z bardziej majętnych klubów. W Górniku potwierdził też, że, mówiąc delikatnie, nosa do transferów to on nie ma. W Wiśle, która uczyć się na błędach wciąż nie zamierza, zrozumiano przynajmniej tyle, że za sprowadzanie piłkarzy Kasperczak odpowiadać nie może, bo taki menedżer to pełzająca katastrofa. I zapowiedziano, że transferami zajmie się ktoś inny. Jednak jak będzie w rzeczywistości, nie wiadomo, bo obecnie klub dyrektora sportowego nie zatrudnia.
Na niektóre wpadki można by ostatecznie przymknąć oko, gdyby nowy trener rokował nadzieje na przyszłość. Tymczasem Kasperczak nie wygląda na człowieka zorientowanego we współczesnym futbolu, takiego, który śledziłby nowinki taktyczne, stosował nowoczesne metody treningowe i dbał o każdy z tych coraz liczniejszych dziś szczególików, jakie uwzględnia się w działaniu profesjonalnych klubów, a których suma przekłada się na wyniki zespołu. To raczej człowiek bazujący na tym, czego nauczył się lata temu we Francji oraz na bogatym, lecz, powiedzmy szczerze, nieobfitującym w wielkie sukcesy doświadczeniu. Zatrudnienie dziś Kasperczaka w Wiśle to mniej więcej tak, jak zaproponowanie Beenhakkerowi pracy w liczącym się zachodnim klubie. Może i coś dobrego z tego wyjdzie, ale jeśli już, to raczej przez przypadek.
Nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki - mówił Heraklit i niewątpliwie miał rację. Toteż i Kasperczak nie może: dzisiaj ma mocniejszą obronę i słabszą ofensywę, jedynie bramkarza równie marnego, jak miał. Styl gry natomiast chciałby uskuteczniać taki jak dawniej. A że w kontrakcie ma ponoć wpisane, iż można go zwolnić za brak mistrzostwa albo awansu do LM, bardzo możliwe, że nowy-stary trener zdąży zamoczyć się w Wiśle ledwie do kolan, po czym właściciel kolejny raz go przepędzi. Oczywiście nie po to, by podjąć racjonalną decyzję - prędzej da drużynie kolejnego opiekuna, który nadmiernie nie nadweręży zasobności jego portfela. A potem, nawet jeśli szczęśliwym trafem wynajdzie trenerski talent (vide Petrescu) - następnego. Możliwe, że jeszcze kiedyś wróci Skorża; i tak w koło - nomen omen - Macieju. Albo Cupiał zmądrzeje.
czwartek, 14 stycznia 2010
Za nami jesień w polskiej pierwszej lidze, szyderczo zwanej "ekstraklasą". Runda została przez władze dobrodusznie wydłużona o dwie kolejki, by skarb naszego narodu, niezastąpieni skórokopi, nie musieli na wiosnę mordować się z piłką co 3 dni. Kilka typów na koniec sezonu: mistrzem będzie Wisła, o ile w zimie nie sprzeda Marcelo. Drugie miejsce zajmie Lech, a trzecie pewnie Legia, chociaż Ruch może jej zagrozić, jeśli uda mu się utrzymać obecny skład (w zasadzie przydałyby im się wzmocnienia, bo ławkę mają słabiutką). O tym kto spadnie trudno mówić przed zakmnięciem okna transferowego. Spore szanse daję Arce (przeprowadzka) i Zagłębiu (Bajor za Smudę), z kolei Odry nie ma co zawczasu skreślać. Królem strzelców będzie Lewandowski, a najwięcej asyst zaliczy Małecki. No, to chyba tyle. Teraz jedenastka rundy (ustawienie 4-4-2):
Mucha - bezwzględnie najlepszy bramkarz ligi, uratował Legii sporo punktów. Oby jak najszybciej został wytransferowany. Brzyski (1 gol, 4 asysty) - nieźle w obronie, bardzo dobre stałe fragmenty, walka na maxa przez 90 minut. Marcelo (6 goli) - najlepszy gracz ligi (obok Muchy), wyrastający wysoko ponad jej poziom. Dla własnego dobra powinien uciekać jak najszybciej na zachód, ale jest szansa, że (oby!) nie stanie się to już w tym okienku. Astiz (2 asysty) - filar najszczelniejszej obrony ligi. Świetny mecz z Wisłą. Nykiel (2 asysty) - życiowa forma, gra ofensywna, jakiej mało kto się po nim spodziewał. Miejsce w jedenastce mimo wszystko przez słabość konkurencji. Małecki (7 goli, 6 asyst) - z konieczności na lewej pomocy, bo nie było tam kogo wsadzić. Inteligencją nie grzeszy, jednak to on, często w pojedynkę, ciągnął do przodu grę Wisły. Bażik (3 gole, 5 asyst) - mózg Polonii Bytom. Imponował spokojem, rozwagą i dokładnością. Iwański (3 gole, 6 asyst) - runda dobra, ale tylko na tle kolegów z Legii i reszty środkowych pomocników ligi. Peszko (6 goli, 7 asyst) - napędzał akcje Lecha z jeszcze większą werwą, niż Małecki Wisły. Razem z Lewandowskim robili całą grę ofensywną Kuchenek. Niedzielan (7 goli, 1 asysta) - bez niego Ruch był bezradny, a na nieszczęście Niebieskich kilka razy zaniemógł. Lewandowski (9 goli, 2 asysty) - grał dobrze, walczył, zastawiał się, dochodził do wielu sytuacji. Mimo że do siatki trafił 9 razy, był dość nieskuteczny. Z wyjazdem nie powinien się spieszyć, bo w dobrym klubie (np. Panathinaikosie) na razie sobie nie poradzi.
Rezerwowi: Burić, Pi. Brożek, Sadlok, Wróbel, Grzyb, Mila, Frankowski
Trener: Waldemar Fornalik
Jedenastka U-21 (prawdopodobnie jest to U-21, nie sprawdzałem wszystkich metryk): Sandomierski Kamiński - Sadlok - Glik - Socha Wodecki - Klich - Cetnarski - Kiełb Grosicki - Sobiech
Rezerwowi: Malarczyk, Siebert, Wilczek, Kal, Korzym
Odkrycie rundy: Artur Sobiech
|
Web Counters
|