Powiedziałem Zbyszkowi o tym dzienniku. Przyjął to poważnie i powiedział, że rozumie, co to dla mnie znaczy i jak rehabilituje czas trawiony na przymusową bierność. Powiedział, że spodziewa się po mnie bezlitosnej szczerości, i że tylko taka szczerość to conditio sine qua non przedsięwzięcia, i że nawet najbłahszy dziennik pensjonarki staje się pasjonujący poprzez szczerość, bowiem nie ma w literaturze rzeczy bardziej pochłaniającej ludzką uwagę niż wysiłek zapisania tego co szczere. I że tylko dekoratywność uczuć i myśli jest źródłem nudy.
Ładnie to Zbyszek powiedział i ładnie to Poldek napisał. Nie wiem, czy stać mnie na taką szczerość, na jaką stać było Tyrmanda (Dziennik 1954 ; inna sprawa, że pisząc do szuflady nie trzeba pozbywać się skrupułów), na pewno nie stać mnie na taką systematyczność: Tyrmand siadał do pisania dzień w dzień, ja - kilka zdań na pół roku. Od dzisiaj pewnie częściej.
Ostatnio pisałem o Henryku Kasperczaku, a od tego czasu wiele się zmieniło. Wakacje spędzone z dala od kraju zmieniły perspektywę: usunęły z pola widzenia masę niepotrzebnych detali i dały odpowiedni kąt, żeby zobaczyć zarys całości - z wyraźnym konturem i niedbałym wypełnieniem, jak w kolorowance dla dzieci. I tak kiedy Henryk Kasperczak zostawał byłym trenerem, ja stałem się politycznym radykałem.
Zza wielkiej wody, bez lornetki i lupy, a więc poniekąd i bez "szkiełka i oka", wygląda to wszystko źle, czasem makabrycznie, bywa też, że zabawnie - ale to wisielczy humor. Wszelkie możliwe katastrofy: te z udziałem szalejącej przyrody i te spowodowane przez naszego wielkiego brata ze wschodu, czy, jak wolą inni, przez pijanego eksprezydenta. Ale przede wszystkim: te moszczące się na najwyższych siedziskach państwa, zalewające nas hektolitrami mętnej wody lub cuchnącego ścieku, a po cichu jak kret ryjące w ziemi.
Wrażenie z wejścia na polski portal internetowy, gdy jest się nie TU, ale w jakimś TAM, i robi się to możliwie rzadko, to rzecz zupełnie ekstraordynaryjna. Coś jak ze świata Kafki - na pierwszy rzut oka absurdalne i może nawet lekko zabawne, ale z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej mroczne i... realne. No bo jak to jest, że za każdą z kilku nieopatrznych wizyt na popularnym portalu wita mnie nagłówek, którego treścią są słowa ujęte w cudzysłów, a bohaterem pewien skurwysyn, cytowany wyłącznie dlatego, że ordynarnie napluł na gości, co ich od paru tygodni zżerają robaki. Jak to jest, że w tym samym czasie ludzie, co rządzą tym krajem, robią wszystko, żeby go upodlić i wydrenować, a w rewanżu nie dostają nie tylko kopa w dupę - oni nie dostają jednego trudnego pytania.
Mówiąc bez ogródek - mamy najgorszy rząd w historii. Co ciekawe, ten najgorszy rząd jako jedyny ma szanse się utrzymać po kolejnych wyborach. I to powinno dawać do nam myślenia.
Dlaczego tak się dzieje? Naszym problemem jest niepełnoletność:
Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się swym rozumem, bez obcego kierownictwa. (...) Lenistwo i tchórzostwo to przyczyny, dla których tak wielka część ludzi, mimo wyzwolenia ich przez naturę z obcego kierownictwa (naturaliter maiorennes), pozostaje chętnie niepełnoletnimi przez całe swoje życie. Te same przyczyny sprawiają, że inni mogą tak łatwo narzucić się im jako opiekunowie. To bardzo wygodne być niepełnoletnim. (...) Toteż każdemu pojedynczemu człowiekowi trudno jest wydobyć się z niepełnoletności, która stała się prawie drugą naturą. Polubił ją nawet, tę swoją niepełnoletność, i nie jest rzeczywiście zdolny tak od razu zacząć posługiwać się swym własnym rozumem - nigdy bowiem nie pozwolono mu nawet uczynić próby w tym kierunku. Dogmaty i formułki - owe mechaniczne narzędzia rozumnego używania, a raczej nadużywania swych naturalnych zdolności - to dzwoneczki błazeńskie wiecznie trwającej niepełnoletności. (I. Kant)
Ktoś powie: no to trzeba sprawić, żeby ci niepełnoletni wydoroślali! Ale jak to zrobić tu, gdzie dorosłe chłopy, takie po dwadzieścia i trzydzieści parę lat, gdy chcą pogadać, powydurniać się i wypić parę kielonów zanim rozjadą się w różne strony, potrzebują przyzwoitki? Ba, za tę przyzwoitkę chcą robić miliony! Jak wymagać od ludu pełnoletności, gdy REPREZENTANCI naszego narodu traktowani są jak szczyle z młodzieżowej kolonii, których trzeba pilnować, żeby nie ganiali nocą po korytarzu?